środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 17

(Wiktoria)
W ostatnim czasie tyle się dzieje, że nie jestem  w stanie nad tym wszystkim nadążyć. Znowu pokłóciłam się z Marcem o mojego i Natalii przyjaciela Kubę. Znamy się od dziecka i kupe lat przyjaźnimy nie mam zamiaru z tego rezygnować, bo mu się coś nie podoba. Niech lepiej spojrzy na swoje rozszalałe fanki. Na samą myśl o tamtej kłótni robię się nerwowa. Na szczęście szybko zdążyliśmy się pogodzić, kiedy dowiedzieliśmy się o wypadku Natalii i Cristiana. To było coś strasznego. Całe dnie spędzałam w szpitalu przy łóżku mojej przyjaciółki a Marc przy szpitalnym łóżku Crisa, nawet rezygnował z treningów żeby tylko spędzić z nim jak najwięcej czasu. Czego się nie robi dla przyjaciół. Pierwsze dni od wypadku były dla naszych gołąbeczków strasznie trudne. Cristian ma uraz kręgosłupa szyjnego czyli jest to dla niego spory problem, ponieważ przez dłuższy czas nie zagra na boisku, zaś Natalia miała zagrożoną ciążę o której decydowało parę pierwszych dni po wypadku. Lekarze robili wszystko co w ich mocy, żeby uratować jej dziecko. Na szczęście się im udało. Nie zniosła bym gdyby stała się im krzywda. Dzisiaj jest dzień w którym Natalia ma opuścić szpital. Jej narzeczony wyszedł już kilka dni temu więc jadę razem z nim i Marcem odebrać moją przyjaciółkę.
-Marc! Jesteś już gotowy? Za pół godziny ma przyjechać po nas Cristian!
-Jeny, wyluzuj. Zaraz schodzę na dół
Zabiję kiedyś tego faceta. Jak zwykle będziemy pewnie spóźnieni i Tello będzie musiał na nas czekać. Słyszę jak schodzi po schodach na dół i coś sobie mruczy pod nosem.
-Gadasz sam do siebie?
-Nie denerwuj mnie lepiej
-Haha, bo co mi zrobisz?
-Niegrzeczna się robisz. W nocy Cię trochę uspokoję. A teraz chodźmy do ogrodu bo zaraz będzie Cristian.

(Natalia)
Jestem już spakowana i siedzę na moim przeklętym szpitalnym łóżku. Przez te wszystkie dni znienawidziłam to miejsce tak bardzo jak tylko można. Czuję się strasznie zmęczona choć nie robiłam tu nic innego oprócz leżenia w wcześniej wspomnianym łóżku. Jestem w drugim miesiącu ciąży a już muszę na siebie bardzo uważać. Na szczęście mam wspaniałych przyjaciół i ukochanego mężczyznę. Jestem na siebie zła, że postanowiłam nie mówić nic rodzicom o wypadku i pobycie w szpitalu. Kiedy dzwonili okłamywałam ich, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jakoś będę musiała im o tym powiedzieć. Tylko jak? Przecież będą wściekli. Ale nie chciałam im dokładać zmartwień, bo wiem że mają dużo na głowie. Z rozmyśleń wyrywa mnie głos dobiegający z szpitalnego korytarza. Słyszę odbijający się od pustych białych ścian głos mojego przyszłego męża. Zalewa mnie fala ciepła. Jak dobrze go znowu słyszeć. Po upływie kilku sekund cała trójka jest w Sali szpitalnej.
-Zbieraj się mała, zabieram Cie do domu
-W końcu, nie wytrzymała bym tu ani minuty dłużej
-Już nie będziesz musiała- odezwała się Wiktoria, która mnie do siebie mocno przytuliła
-No jak to nie? A co będzie rodzić w domu?- zaczął żartować Marc
-Naprawdę mnie dzisiaj wkurzasz- zagroziła mu Wika
Czuję się o niebo lepiej kiedy opuszczam mury szpitala. Na dworze jest cudowna pogoda. Aż chce się żyć. Żegnamy się z przyjaciółmi i wsiadamy do naszego samochodu. Zanim zdążyliśmy ruszyć w drogę Cristian krótko rozmawiał o czymś z Marcem i Wiktorią.
-Kochanie, o czym rozmawialiście?
-Zaprosiłem ich do nas na jutrzejszy wieczór, posiedzimy, porozmawiamy, napijemy się czegoś, no Ty oczywiście nie, chyba że chodzi o sok
-Jasne, to świetny pomysł, stęskniłam się za nimi
Jedziemy znowu tą samą drogą co w dzień wypadku. Zaczynam panikować.
-Dlaczego znowu tu jedziemy? Źle mi się kojarzy…
-Wiem słoneczko wiem, ale to droga do naszego nowego domu, nic nie poradzimy
-Wiem, ale wytłumacz mi po co tam jedziemy?
-Od dzisiaj tam mieszkamy
-Słucham? Ale jak?
-Normalnie, przez Twój pobyt w szpitalu zorganizowałem wszystko z Wiką i Marcem oraz ekipą przeprowadzkową i już dom jest gotowy na nasze przybycie. Chce mieć Cię i nasze maleństwo cały czas przy sobie, żeby mieć pewność, że już nic więcej się wam nie stanie

Jestem szczęśliwa że możemy już całą trójką zamieszkać w naszym nowym pięknym domu. Przesypiam prawię całą podróż samochodem. Budzę się kiedy słyszę otwierające się drzwi samochodu i czuję jak Cristian bierze mnie na ręce i niesie do domu. Przecieram oczy i widzę przepiękny salon. Teraz już wiem, że dobrze być w domu.

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 16

(Natalia)
Już od dobrych 25 minut jedziemy ciemnym wieczorem po mokrej autostradzie. Nie mam pojęcia co się stało, ani gdzie i w jakim celu jedziemy, ponieważ Cristian nie chce nic mówić. Jestem strasznie zdenerwowana. Co się mogło wydarzyć? W mojej głowie zaczynają powstawać przeróżne scenariusze.
-Cris, czy możesz mi do cholery powiedzieć co jest powodem naszego nagłego wyjazdu?
-Spokojnie, nic się nie martw. Zapewniam Cię, że dowiesz się wszystkiego na miejscu
Dłoń mojego ukochanego spoczywa na moim udzie delikatnie mnie głaszcząc. Nawet jego subtelny dotyk nie jest w stanie uspokoić moich nerwów. W samochodzie panuje cisza, więc staram się skupić na falach przesyłanych z popularnej stacji radiowej. Mówią o wiadomościach z minionego dnia. Lubię wiedzieć co się dzieję na świecie, lecz akurat w tym momencie nie miałam ochoty na słuchanie niestosownych żartów prowadzącego radio. Po krótkiej chwili nacisnęłam jeden z przycisków na kokpicie i w aucie Crisa rozbrzmiała się spokojna muzyka. To ona po chwili mnie odprężyła. Oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy. Nasłuchiwałam odtwarzanej muzyki oraz kropel deszczu uderzających o szybę samochodu. Po chwili zasypiam.

(Cristian)
Cieszę się, że Natalia zasnęła. Bynajmniej nie będzie mnie więcej męczyła pytaniami o naszą nagłą podróż. Zasnęła dosyć szybko, więc musiała być zmęczona dzisiejszymi zakupami. Niech śpi, w jej stanie powinna dużo odpoczywać. W końcu nosi pod sercem mojego małego piłkarza, no albo piłkarkę. Mimo wszystko mam nadzieję, że to synek. Za trochę powinniśmy być już na miejscu. Zauważam jak Natalia zaczyna się trząść z zimna, więc podkręcam w samochodzie temperaturę i otulam ją swoją bluzą. Jeszcze by tego brakowało żeby mi zachorowała, muszę dobrze o nią dbać. Po 10 minutach jesteśmy już na miejscu. Budzę moją przyszłą żonę która słodko przeciera swoje duże oczy, odpinam jej pas i wychodzę z samochodu aby otworzyć jej drzwi. Biorę ją za rękę i prowadzę do celu.
-Cris, nic nie widzę, jest już bardzo ciemno
-O to chodzi mała
-Czy Ty chcesz mnie zgwałcić?-śmieje się
-Taa, to szczyt moich marzeń mądralo
Kiedy otwieram bramę, miejsce oświetla się masą lampek. Natalia zamiera.
-Co to jest?
-Dom
-Co on ma znaczyć?
-No jak to głuptasie co? Kupiłem go dla nas i dla naszego dziecka
-To jest jak sen
-Podoba Ci się?
-Nigdy nie widziałam piękniejszego

W jej oczach zbierają się łzy, przytulam ją mocno do siebie po czym unoszę jej brodę i delikatnie całuje. Godzinę zajmuje nam obejrzenie całego domu. Oboje jesteśmy nim zachwyceni. Zaczynamy planować, kiedy się do niego wprowadzić. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem sprawić swojej ukochanej tyle radości. Po obejrzeniu całej posiadłości, zamykam dużą bramę i udajemy się do samochodu. W drodze powrotnej deszcz pada jeszcze intensywniej niż wcześniej, więc postanawiam zjechać do jakiejś restauracji aby przeczekać nie korzystną pogodę. W restauracji zamawiamy kawę i ciepłe ciasto z lodami. Cały czas rozmawiamy o nowym domu, Natalia jest nim strasznie podekscytowana.  Po 20 minutowej przerwie postanawiamy dalej wyruszyć w drogę.

Tej nocy nie spałem zbyt dobrze. Budzę się cały obolały, a moje oczy nie potrafią przyzwyczaić się do porannego światła. Kiedy je powoli pocieram, słyszę hałas. Co u licha? Unoszę szybko powieki, a moim oczom ukazuję się mała, pusta sala szpitalna. Nie mam pojęcia co się dzieje i dlaczego tutaj jestem. Wpadam w panikę i zaczynam krzyczeć. Do mojej Sali wbiegają dwie przerażone pielęgniarki, które po chwili zaczynają mi tłumaczyć co się stało, a jedna z nich podaję mi zastrzyk, po którym robię się strasznie senny. Powieki mi opadają, a do uszy dociera szum, nie jestem w stanie nad tym zapanować. Nagle słyszę głos dobiegający z korytarza i okropny krzyk. Krzyk głosem mojej przyszłej żony.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 15

(Natalia)
Jestem już w szóstym tygodniu ciąży. Mój brzuch jest jeszcze niewielki, ale już go troszkę widać. Jestem szczęśliwa, ponieważ mieszczę się jeszcze w swoje ulubione rzeczy. Każdy mówi, że ciąża mi służy. Może mają racje, wydaję się być pogodniejsza i bardziej spokojna niż mam w zwyczaju. Ale spokojnie, to dopiero szósty tydzień, więc jeszcze dużo przede mną, zdążę pokazać swoje humorki. Już nawet chwilami je miewam przez nadopiekuńczość mojego narzeczonego. Z jednej strony to słodkie, jednak z drugiej zaczyna się robić po czasie irytujące. Cristian chciałby robić za mnie wszystko, tłumaczę mu, że ciąża to nie choroba. Jednak On i tak stawia na swoim. Jestem dzisiaj umówiona z nim na zakupy, ponieważ potrzebuję kilku nowych rzeczy. O 14 ma skończyć trening i po mnie przyjechać. Zegarek w moim pokoju wskazuję godzinę 10:30, więc mam jeszcze troszkę czasu. Od razu po wstaniu z łóżka, udałam się do łazienki aby wziąć gorący prysznic. Zrzuciłam z siebie spodenki od pidżamy i koszulkę klubową mojego ukochanego. Ciepły strumień wody zaczął spływać po moim ciele, namydliłam je żelem kokosowym i dokładnie spłukałam, potem umyłam włosy szamponem wzmacniającym i nałożyłam odżywkę, którą po chwili spłukałam. Po wyjściu z prysznica zrobiło mi się strasznie zimno, więc otuliłam się ciepłym od grzejnika ręcznikiem i zaczęłam się wycierać. Włosy rozczesałam i pozwoliłam im samym wyschnąć. Zarzuciłam na siebie biały przytulny szlafrok i udałam się do garderoby w celu wybrania jakiś ubrań. Po chwili byłam już ubrana. Wróciłam do łazienki umyć zęby, i nałożyć delikatny makijaż. Po wszystkich porannych czynnościach, zeszłam na dół, aby przygotować sobie coś do jedzenia. Wchodząc do kuchni usłyszałam dobiegający głos mamy z salonu
-Dzień dobry Kochanie, już wstałaś?
-Tak, muszę coś zjeść
-Ja Ci coś przygotuję, a Ty sobie posiedź
-Mamo, poradzę sobie
Nie zdążyłam nawet tego wypowiedzieć, a mama była już przy kuchennym blacie.
-Na co masz ochotę? Przepraszam, powinnam raczej zapytać na co macie ochotę.
-Na cokolwiek Mamuś
Siedziałam przy stole czekając na śniadanie i rozmawiałam z mamą, oczywiście zasypywała mnie pytaniami jak się czuję, jak rozwija się dziecko, jak z Crisem, itp. Od tygodnia są razem z tatą w domu, wtedy poinformowałam ich, że spodziewamy się dziecka. Od tamtej pory nie chcą nigdzie wyjeżdżać, żeby móc mieć mnie na oku, czyli następna nadopiekuńczość, tym razem ze strony rodziców. Trochę mnie to irytowało, no ale trudno, chociaż wiem, że ktoś się o mnie martwi. Co do nadopiekuńczości to nie będę tutaj wspominać o Wiktorii, ta kobieta jest dopiero nie do wytrzymania, nie poznaję jej, cieszy się ciążą jak dziecko spodziewające się siostrzyczki albo braciszka. Marc też jej powinien sprezentować dzidzię.Z rozmyśleń wyrwała mnie mama stawiająca przede mną talerz ze śniadaniem i kakao. Mmm, naleśniki z owocami mojej mamy, tego brakuje mi najbardziej podczas ich nieobecności. Po zjedzeniu śniadania, odstanowiłam talerz do zmywarki i poszłam na górę posprzątać w swoim pokoju. Przez ten czas włosy zdążyły mi wyschnąć więc związałam je w luźnego koka. Miałam jeszcze godzinę do przyjazdu Tello, więc włączyłam sobie w internecie mój ulubiony serial i nawet nie wiem kiedy upłynął mi czas. Słyszałam, że Cristian rozmawia na dole z moimi rodzicami, ale wolałam nie wiedzieć o czym, pewnie zasypywali go pytaniami co mamy zamiar dalej zrobić i tak dalej. Szczerze mówiąc nie chciałam myśleć o przyszłości, trochę się jej obawiałam. Ja z dzieckiem, Cristian rozwijający karierę piłkarza, nie wyobrażam sobie tego. No ale jakoś to będzie. Na dole przywitałam się z moim wybrankiem i udaliśmy się do samochodu. Droga do centrum handlowego trwała z jakieś 20 minut, lecz wydawało mi się jakby trwała ona z trzy godziny, strasznie mnie mdliło w aucie Cristiana, nie wiem czy to przez ciążę, czy przez słodki odświeżacz samochodowy czy też przez mocną woń drogich perfum mojego pięknego. Będąc na miejscu, udaliśmy się na poszukiwania wygodnych dresów, trampek, i luźniejszych koszulek dla mnie, wolałam już kupić to teraz, bo nie mam pewności kiedy znowu Cristian będzie miał tyle wolnego czasu żeby się ze mną wybrać na zakupy. Zakupy zajęły nam z jakieś 2,5 godziny. Przez ten cały czas Cris wydawał mi się jakiś dziwny, jakby coś przede mną ukrywał, po powrocie do domu porozmawiam z nim o tym. Przed wyjazdem w drogę powrotną udaliśmy się do restauracji na obiad.
-Na co masz ochotę?-zapytałam
-Na Ciebie
-Cristian! Nie jesteśmy sami!
-No co? Ale to prawda
-Jak będziesz grzeczny to pomyślę w domu nad Twoją zachcianką-śmieje się
-Dobrze, będę grzeczny jak aniołek, a teraz pójdę nam zamówić obiad
-Ale ja jeszcze nie wybrałam
-Zaskoczę Cię
Zaśmiał się Cris i wstał od stolika aby złożyć zamówienie. Po 25 minutach kelner przyniósł do stolika wielką pizzę z naszymi ulubionymi dodatkami.
-Myślałam że sportowiec nie je śmieciowego jedzenia-zaczęłam z niego żartować
-Ale sportowiec ma na nie mega ochotę
-To może Ty jesteś w ciąży a nie ja haha
-Oj mała, grabisz sobie, nie gadaj tyle tylko wsuwaj
Pizza była pyszna, przypomniała mi czasy kiedy jako 16 latki opychałam się nią z Wiktorią a potem narzekałyśmy że jesteśmy grube. Po powrocie do domu, leżeliśmy razem z Cristianem w moim łóżku. Nagle przypomniała mi się sytuacja z restauracji. Miał na mnie ochotę. Zaczęłam go całować, trwało to krótką chwilę i zdjęłam z niego jego białą obcisłą koszulkę, On zrobił to samo. Położył mnie na plecach i zaczął całować po brzuchu. Było mi tak cudownie. Tą przyjemną chwilę przerwał nam dzwonek w telefonie Crisa. Co tym razem, czy on zawsze musi dzwonić w takiej chwili? Tello pośpiesznie odebrał telefon, nic nie mogłam zrozumieć z jego rozmowy. Po odłożeniu telefonu na szafkę, wziął mnie na ręce, postawił na podłodze i włożył na mnie prędzej zdjętą mi koszulkę.
-Musimy gdzieś jechać
-Co?! Ale jak? Tak nagle? Stało się coś?
-Zobaczysz

-Cristian!

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 14

(Wiktoria)
Budzik stojący na nocnej szafce koło mojego łóżka wskazywał 9:50. Strasznie dobrze spałam tej nocy, pewnie jest to zasługa śpiącego nadal obok mnie Marca. Leżałam chwilę na boku wpatrując się w mojego mężczyznę, który wyraźnie się uśmiechał podczas snu. Miałam wielką ochotę złożyć namiętny pocałunek na jego uśmiechających się ustach, jednak nie miałam serca go obudzić. Po wstaniu z łóżka udałam się do garderoby po czyste ciuchy, a potem do łazienki w celu wzięcia gorącego prysznica. Po porannej toalecie, zeszłam po cichu po schodach aby przygotować wartościowe śniadanie dla mojego piłkarza. Postanowiłam zrobić dla niego omlet oraz musli z owocami, a do dużej szklanki nalałam sok pomarańczowy. Dla siebie natomiast przygotowałam świeżą bułkę z ciemnego pieczywa z chudym serkiem oraz zaparzyłam kawę z jedną łyżeczką cukru. Ze znajdującym się na tacy śniadaniem udałam się schodami do swojego pokoju, Marc nadal spał. Tace postawiłam na łóżku, natomiast jego pocałowałam czule w usta.
-Dzień dobry Kochanie
-Dzień dobry piękna
-Mam nadzieję że się wyspałeś, bo przyniosłam dla Ciebie pyszne śniadanko
-Jesteś cudowna, ale może zjemy potem?
Zaczął mnie delikatnie całować w usta, po szyi oraz po uchu. Jego dłoń wędrowała pod moją koszulą, a palce powoli rozpinały jej guziki.
-O nie mój drogi, teraz grzecznie zjesz śniadanie, skoczysz pod prysznic, ubierzesz się i pojedziemy razem na zakupy.
-Zakupy?-zapytał Marc ze skwaszoną miną
-Tak, muszę kupić coś do jedzenia jeśli chcesz dostawać takie pyszne śniadania do łóżka
Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie w policzek
-Więc tylko po to chcesz jechać?
-Nie, jeszcze muszę kupić prezent dla Natalii.
-Przecież nie ma urodzin
-Ale dzisiaj jest rocznica naszej przyjaźni
-Wy i te wasze święta-powiedział z kpiącą miną
-Nie czepiaj się tylko kończ to śniadanie i leć do łazienki
Po 40 minutach Marc był już gotowy do wyjścia. Jak zwykle wyglądał nieziemsko. Pojechaliśmy do ogromnego supermarketu, gdzie kupiłam wszystkie przydatne w kuchni produkty. Nie miałam pojęcia co mogę kupić swojej przyjaciółce, pomysły na prezenty wyczerpały mi się bardzo dawno. Chyba dałyśmy już sobie wszystko co tylko jest możliwe. Poszukiwania odpowiedniego prezentu trwały 1,5 godziny. Widziałam jak Marc zaczyna się denerwować.
-Wytrzymaj jeszcze trochę, zaraz na pewno coś znajdziemy.
-Dlaczego nie wybrałaś dla niej nic w poprzednich sklepach?
-Bo ten prezent musi być wyjątkowy, bo będzie to wyjątkowa rocznica, zobaczysz
W końcu u jednego z jubilerów zdecydowałam się na złotą bransoletkę z zawieszonym kryształowym serduszkiem, po wyczerpujących poszukiwaniach zdecydowaliśmy wybrać się na obiad do jednej z pobliskich restauracji. Była ona bardzo piękna. Wypełniały ją stoliki z białym obrusem i drogą zastawą oraz stojące obok nich białe krzesła. Marc postanowił zamówić dla nas kawior i białe wino. Co prawda nie przepadam za kawiorem, ale nie chciałam mu już się sprzeciwiać. Po upływie 20 minut kelner przyniósł nam zamówione przez nas danie. Byłam tak głodna, że nie zwracałam zbyt szczególnie uwagi na to czy mi potrawa smakuje czy też nie. Około godziny 15 byliśmy już w domu. Ja zaczęłam sprzątać, a mój chłopak poszedł pobiegać, ponieważ rano nie miał na to zbyt wiele czasu. Po 40 minutach dom lśnił a ja opadłam z sił. Jeszcze nigdy tak szybko tego nie zrobiłam, ale to dlatego, że nie chcę się spóźnić na spotkanie z przyjaciółmi. Postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel, więc poszłam do łazienki aby napełnić wannę wodą. Kiedy stałam rozebrana do łazienki wpadł zdyszany Marc. Było widać, że bieg był bardzo męczący.
-Mmm, cóż za widok. Już się rozbieram i wskakuję do Ciebie
Kilka sekund później siedziałam otulona białą pianą w ramionach mojego ukochanego, który dokładnie namydlił moje ciało i całował moją szyję oraz ramiona. Po przyjemnych wodnych pieszczotach oboje opuściliśmy łazienkę i założyliśmy na siebie wybrane ciuchy. Po raz pierwszy miałam okazję do włożenia nowej sukienki, którą dostałam na urodziny od rodziców. Marc natomiast włożył czarne rurki i czerwono czarną koszulę w kratę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż i pofalowałam włosy. O godzinie 17 wyszliśmy z domu, Marc wystawił z garażu swój samochód i powoli pojechaliśmy do domu Natalii, gdyż kolacja miała dopiero odbyć się na 17:30. Chyba pierwszy raz wyrobiliśmy się przed czasem. Po 20 minutach byliśmy na miejscu, drzwi otworzył nam Cristian, który przywitał nas szerokim uśmiechem, przytulił mnie swoim silnym ramieniem oraz zbił piątkę z Marcem. Natalia stawiała akurat na stole główne danie i podpaliła na nim świeczki. Wszystko wyglądało bardzo pięknie, tak samo jak Ona. Wyglądała już o niebo lepiej odkąd ostatnio ją widziałam. Była taka spokojna i promienna. Natomiast jej przeciwieństwem był Cris, który latał po domu jak poparzony. Co mu się stało? Nigdy go nie widziałam takiego. Był szczęśliwy i narwany jak 5 letni chłopiec. Po chwili już wszyscy razem siedzieliśmy w salonie i spożywaliśmy kolację. Spokojny nastrój przerwał głos Cristiana zwracającego się prosząco do mojej przyjaciółki.
-No mogę już? Proszę, proszę, proszę!
-Okej wariacie, możesz.
-A więc, Wiktorio, Marcu, ta najpiękniejsza istota która siedzi obok mnie i którą kocham nad życie zgodziła się zostać moją żoną
Ucieszyłam się jak dziecko i szybko im pogratulowałam, miło widzieć ich takich szczęśliwych.
-Ej ej, ale to nie wszystko, moja przyszła żona, ma właśnie w brzuszku moje miesięczne maleństwo.

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 13

(Cristian)

Ze snu wyrwało mnie pragnienie dostarczenia swojego organizmowi choćby najmniejszej dawki wody. W ciemnej przestrzeni szukałem stojącej koło łóżka butelki z wodą mineralną. Oh, jaka ulga. Po wypiciu sporej ilości, spojrzałem na telefon aby sprawdzić ile snu mi pozostało. Odetchnąłem z ulgą, ponieważ była dopiero 4 nad ranem. Byłem zdziwiony, że spałem tak krótko a czułem się dosyć wypoczęty, mimo wszystko postanowiłem jeszcze pospać. Tym razem spałem niespokojnie, pewnie wywołało to moje zamartwianie się telefonami od Natalii. Otrzeźwiałem, więc zdałem sobie sprawę z tego jak nabroiłem. Wiem jak bardzo nie lubi kiedy nie odbieram. Zresztą, gdybym był na jej miejscu pewnie dostałbym do głowy. Ponowie obudziłem się o godzinie 8 rano, wziąłem szybki, zimny prysznic, który postawił mnie na nogi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz cieszyłem się tak z wziętej kąpieli. Osuszyłem ciało, wskoczyłem w czyste ciuchy, ułożyłem włosy oraz wyszczotkowałem zęby. Wiedziałem, że mój żołądek nie jest w stanie zjeść żadnego przyzwoitego śniadania, które jest moją codzienną dietą. Postanowiłem zjeść tylko jogurt i wypić gorącą zieloną herbatę. Przy konsumowaniu posiłku rozmawiałem z kumplami z drużyny o wczorajszym wieczorze. Tak, zdecydowanie nas poniosło. Po minie trenera wiedzieliśmy, że nie jest zadowolony, więc cały team przygotował się na konkretny trening po powrocie. Kiedy wróciłem do pokoju spakowałem swoją walizkę i zebrałem się na odwagę aby oddzwonić do swojej ukochanej. Po kilku sygnałach usłyszałem utęskniony głos swojej dziewczyny:
-Cześć Cris
Jej głos był surowy i wiedziałem, że jest strasznie zła.
-Hej Skarbie, tęskniłaś?
-Tęskniłam-odpowiedziała chłodno
-Przepraszam, że wczoraj nie odbierałem, ale wyszliśmy z chłopakami do restauracji uczcić zwycięstwo.
-Jasne, rozumiem
-Stało się coś?
-Nie
-Na pewno?
-Cris, porozmawiamy jak wrócisz
-Dobrze, za kilka godzin u Ciebie będę najukochańsza
-Czekam na Ciebie, uważaj na siebie
Po tych słowach nasza rozmowa się zakończyła. A ja zabrałem walizkę i udałem się na dół aby oddać kartę od pokoju i dołączyć do reszty mojej drużyny. Kiedy wszyscy opuścili swoje pokoje, zostaliśmy autobusem odwiezieni na lotnisko.

(Natalia)

Nie widziałam Cristiana ponad tydzień, strasznie mi go brakuje.  A teraz mam wrażenie, że potrzebuje go jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Już upłynął prawie miesiąc od kiedy wylegiwaliśmy się na Chorwackim słońcu. Jak ten czas szybko leci. Szkoda, że nie upływa tak szybko kiedy nie ma obok mnie Crisa. Wtedy nawet dzień może być wiecznością. No ale za kilka godzin ma się u mnie pojawić. Musze z nim porozmawiać. Jestem na niego strasznie zła, że nie odbierał moich wczorajszych telefonów. Chciałam go chociaż na sekundę usłyszeć. Moich rodziców od dwóch dni znowu nie ma w domu, nawet nie wiem kiedy wrócą, doskwiera mi samotność i chcę go tu jak najszybciej. Dobrze, że ostatnio Wiktoria poświęca mi każdą wolną chwilę, inaczej bym zwariowała. Podekscytowana powrotem mojego chłopaka już od rana krzątam się po domu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel, może w ten sposób zabije jakoś czas. Siedząc w wannie rozmyślałam o rozmowie którą muszę przeprowadzić z moim ukochanym. Cieszy mnie fakt, że wraca do domu lecz postanowiłam mu tego nie okazywać, muszę mu pokazać , że nie wybaczam tak łatwo. Bo znając życie, wróci, zrobi swoją słodką minkę i cała się rozpłynę zapominając, że wczoraj strasznie byłam na niego wkurzona. W sumie nadal jestem. O nie Cristianie, tak nie będzie. Udowodnię Ci, że też jestem twarda. Po opuszczeniu łazienki, udałam się do garderoby w celu wybrania jakich wygodnych ciuchów.Następnie udałam się do kuchni aby zjeść coś pożywnego ponieważ byłam strasznie głodna. Po przeglądzie mojej lodówki byłam zmuszona do zamówienia jedzenia z restauracji. Muszę się wybrać na jakieś zakupy. Brak mamy oznacza brak jedzenia. Po dwukrotnym przejrzeniu ulotki zdecydowałam się na sałatkę z serem feta i grzankami. Byłam dumna z mojego wyboru, ponieważ zazwyczaj zamawianie żarcia kończy się pizzą. Czekając na dostawę, oglądałam mój ulubiony serial w telewizji, a w moim brzuchu burczało coraz bardziej. Zaraz nie wytrzymam, jestem cholernie głodna. W końcu rozległ się oczekiwany dzwonek do drzwi i ujrzałam w nich dostawcę z styropianowym pudełkiem w którym znajdowała się moja sałatka, którą po krótkiej chwili zajadałam się na kanapie, była naprawdę smaczna. Odpoczywając przed telewizorem, zaczęłam robić się senna i po chwili odpłynęłam. Spało mi się niesamowicie dobrze.Nagle zaczęłam odczuwać pocałunki na swoim czole oraz włosach. Kiedy otworzyłam oczy ukazała mi się piękna postać mojego wybranka. Wyglądał na zmęczonego, ale to pewnie przez treningi, mecz, podróż, no i wczorajszą imprezkę, o której zaraz z nim porozmawiam.
-Witaj piękna, nie chciałem Cię obudzić, ale już dłużej nie mogłem wytrzymać żeby Cię nie dotknąć
-Długo tu jesteś?
-Z pół godzinki, tak słodko spałaś
-Nie podlizuj się, mamy do pogadania-starałam się być surowa choć w głębi cieszyłam się jak dziecko otrzymujące nową zabawkę
-Porozmawiamy, ale najpierw daj mi się sobą nacieszyć
Cristian w tej chwili położył się koło mnie, i zaczął mocno przytulać oraz czule całować. Boże, ja nie potrafię się na niego gniewać. W tej chwili byłam gotowa wybaczyć mu wszystko, liczyło się tylko, że był tu obok mnie.
-Tak bardzo mi Ciebie brakowało
-Mi Ciebie też Kochanie-powiedziałam smutnym głosem
Jego twarz spoważniała i automatycznie usiadł na łóżku a ja zaraz za nim.
-Ej mała coś jest nie tak?

-Cris, my naprawdę musimy porozmawiać…

środa, 4 marca 2015

Rozdział 12

(Cristian)

Nie mogę doczekać się wylotu z Madrytu. Jestem wykończony wyczerpującymi treningami oraz ważnym meczem. Jednak nasze wysiłki nie poszły na marne, ponieważ nasza drużyna triumfowała. Od dawna wiadomo, kto w Hiszpanii jest najlepszy. Jednak fakt odpoczynku nie cieszył mnie najbardziej, jednym, jedynym powodem dla którego spieszyło mi się do domu była moja ukochana. Wstałem z łóżka dzisiaj wyjątkowo późno, w końcu należał mi się jeden dzień laby. Po opuszczeniu miękkiego hotelowego łóżka udałem się pod prysznic, gdzie namydliłem ciało orzeźwiającym żelem pod prysznic , następnie je dokładnie spłukałem i zabrałem się za pielęgnację swoich włosów. Po kąpieli, wskoczyłem w szarą koszulkę i jeansy, oraz wysuszyłem i wystylizowałem włosy. Postanowiłem zrobić sobie zdjęcie i wysłać je Natalii z dopiskiem „Jutro się widzimy! Bądź grzeczna, kocham Cię. Cristian”. Z rozmyślania o mojej dziewczynie wyrwał mnie przyjaciel, który właśnie wpadł do mnie do pokoju, oczywiście bez pukania.
-Dawaj stary, lecimy coś wszamać, jestem strasznie głodny- mówił Marc rozwalony na moim łóżku
-O tak, dobry pomysł
-Ja zawsze mam dobre pomysły
-No powiedzmy, i zabieraj dupę z mojego łóżka
-Wiem, że uwielbiasz mój tyłek-śmiał się Marc
-W tej chwili to ja uwielbiam bardziej jaki kolwiek posiłek od Ciebie całego
Po przekomarzaniu się z najlepszym ziomkiem udaliśmy się do jadalni aby zjeść coś pożywnego. Jedząc nasze śniadanie podeszły do nas dwie dziewczyny, które zaprosiły nas wieczorem na imprezę. Doskonale wiedzieliśmy, że nie możemy pokazać się na imprezie na której będą same młode dziewczyny. Od razu wywołało by to aferę w mediach, na samą myśl widzę nagłówki gazet, ale jeszcze większą aferę wywołało by u naszych kobiet. Dlatego woleliśmy zrezygnować. Jednak po chwili rozmowy z Marcem na temat imprez uznaliśmy, że należy nam się jakaś rozrywka, aby oderwać się od ciężkiej harówki na boisku. Postanowiliśmy z kumplami z klubu wybrać się wieczorem do jakiegoś baru, aby opić nasze zwycięstwo, w końcu to ostatnia noc w Madrycie, a jutro rano wylatujemy. Po powrocie do pokoju, tym razem to ja rozłożyłem się na łóżku i oglądałem telewizję. Na ekranie mojego telefonu widniała wiadomość od Natalii „Jestem grzeczna. Wracaj szybko Kochanie”. Po odczytaniu od razu zmiękło mi serce i poczułem potrzebę bycia przy niej. Tak bardzo za nią tęsknie. Przez cały wyjazd mało się do mnie odzywała, ale pewnie nie chciała mi przeszkadzać, przywykła do tego, że nie mam zbyt wiele wolnego czasu podczas wyjazdów drużynowych, na tę myśl zrobiło mi się przykro, wiem że Ona również za mną strasznie tęskni, a ja jestem tak daleko. Ale cóż, taka praca, nie mogłem nic z tym zrobić. Przez moje rozmyślenia mój imprezowy nastrój uległ zmianie, nie byłem pewien czy chcę gdziekolwiek wychodzić. O godzinie 18 przyszedł po mnie wyszykowany Marc.
-To co? Gotowy na zabawę?
-Wiesz… Ja chyba zostanę w hotelu.
-Słucham? Nie chce nawet tego słyszeć, daje Ci 10 minut i masz być gotowy do wyjścia, bo jak nie porozmawiamy inaczej przyjacielu.
-Okej, okej daj mi chwilę.

Wiedziałem, że nie da się przegadać, więc nawet nie było najmniejszego sensu się z nim wykłócać. Po upłynie 15 minut byłem gotowy do wyjścia. Włożyłem na siebie białą koszulę z podwiniętymi rękawami, którą umieściłem w czarnych rurkach, a na nogi wrzuciłem białe Air Force. Po 20 minutach dotarliśmy paczką do pobliskiej restauracji, w której od razu zamówiliśmy kolejkę i najdroższe drinki. Ani chwili nie żałowałem, że mój przyjaciel mnie namówił do wyjścia. Ten wieczór nam sprzyjał. Zamówiliśmy jeszcze parę kolejek i następne drinki. Tym oto sposobem opijaliśmy wygraną do 1 w nocy. Mało kto z nas miał siłę aby wrócić do hotelu na własnych nogach, więc zamówiliśmy taksówkę. Po dotarciu każdy rozszedł się do swojego pokoju. Złapałem za komórkę aby sprawdzić, która jest godzina. Wyświetlacz ukazał mi 01:40 oraz  5 nieodebranych połączeń od Natalii. Postanowiłem oddzwonić do niej od razu jak się obudzę, gdyż teraz pewnie śpi i nie chcę rozmawiać z nią w takim stanie. Nie mając siły na kąpiel zrzuciłem z siebie ciuchy i położyłem się do łóżka. Układając się w świeżej pościeli usłyszałem dźwięk wiadomości w moim iPhonie. Starając się odczytać wiadomość oślepiała mnie jasność wyświetlacza. „Mam nieodebrane od Wiktorii, chyba mamy przesrane”. To od Marca. Odpisałem tylko krótkim „Tak, mamy”, po czym zapadłem w głęboki sen.

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 11

(Wiktoria)

Minęły już dwa tygodnie od powrotu z Chorwacji. Od tamtej pory widziałam się z Marcem tylko trzy razy. Jego drużyna miała ważne wyjazdy przez ostatni czas, dlatego zaczęła doskwierać mi tęsknota za moim ukochanym. Niestety nie mogłam nic z tym zrobić, oprócz wykonania do niego telefonu, lecz nie zawsze też mógł rozmawiać. Mimo wszystko, starałam się w spokoju wyczekiwać powrotu mojego chłopaka. Niestety moja niecierpliwość nie chciała ze mną współpracować. Dzwoniłam do niego jak wariatka, pomimo świadomości, że nie odbierze, bo akurat bierze udział w konferencji prasowej. Po 15 minutach dzwonienia dotarło do mnie, ze to na nic. Przecież gdyby mógł to by odebrał-pomyślałam. Nie chcąc siedzieć samej w domu, przebrałam się, wsiadłam w samochód i pojechałam odwiedzić mojego przyjaciela Kubę. Oh, gdyby Marc tylko wiedział. Pewnie wróciłby szybciej niż się tego mogę spodziewać-zaśmiałam się. Po 10 minutowej podróży, znajdowałam się pod domem mojego przyjaciela. Jego dom był bardzo nowoczesny, ale to dlatego, że jego rodzice są architektami. Zadzwoniłam do drzwi, które po kilku sekundach otworzył mi Kuba. Wyglądał bardzo ładnie. Przywitał mnie mega uściskiem i  zaprowadził do salonu, gdzie rozmawiając piliśmy kawę, za którą nie przepadam, ale w jego domu zawsze mi smakuje.
-No to opowiadaj, co u Ciebie słychać?-zapytał
-Wszystko w porządku, ostatnio wróciliśmy z wakacji w Chorwacji, bardzo tam wypoczęłam, szkoda że nie było Cię tam z nami.
-Nie wiem jak Marc i Cristian by to znosili
-Przestań, nie mają Ci nic do zarzucenia. Po prostu nie mieliście okazji się bliżej poznać i jak to chłopacy są o nas zazdrośni, też byś był o swoją dziewczynę, gdyby miała dwóch przyjaciół rodzaju męskiego
-Pewnie tak-mówił Kuba zapatrzony w jeden punkt
-A tak apropo, to jak Twoje sprawy sercowe? Znalazła się jakaś szczęściara?
-Niee, wiesz, że na razie nikogo nie chce- odpowiedział gniewnie
-A Paulina? Natalia zauważyła was jednego razu u Ciebie w ogrodzie
-Tak tylko rozmawialiśmy, nie można tylko pogadać?
-Można, nie musisz się tak denerwować
-Przepraszam, ale za każdym razem kiedy rozmawiamy to Ty czy Natalia wypytujecie czy kogoś sobie znalazłem
-Chcemy tylko żebyś był szczęśliwy-zaczęłam się tłumaczyć
-Jestem szczęśliwy
Wiedziałam, że dalej nie mogę drążyć tego tematu, bo zaczęli byśmy się kłócić, a tego nie chciałam. Jednak nie mogę zrozumieć co go tak rozzłościło. Ja tylko zapytałam. No ale cóż, babska ciekawość nie zna granic. Pozostały czas upłynął nam na rozmowie o wakacjach. Ponieważ moje urodziny wypadły w czasie urlopu, Kuba podczas wizyty w jego domu wręczył mi prezent urodzinowy. Był to piękny złoty łańcuszek ze znakiem nieskończoności. Mogłam się tego spodziewać przyjeżdżając tutaj, co roku kupujemy sobie prezenty. Lecz całkiem wyleciały mi te urodziny z głowy. Pewnie dlatego, że ciągle myślałam o moim ciężko pracującym piłkarzu. Kuba zaproponował mi czy pojadę z nim do centrum handlowego, ponieważ chciał kupić sobie nowe ciuchy na siłownię. Zgodziłam się i po pół godzinie byliśmy pochłonięci poszukiwaniem odpowiedniego stroju. Po zakończeniu dwu godzinnych poszukiwań wywnioskowałam, że chyba już wiem dlaczego Marc nie chce chodzić ze mną na zakupy. Jeżeli jestem tak wybredna w ubraniach jak Kuba (a pewnie jestem) to można by było ze mną zwariować. Na szczęście na takie wyprawy mam swojego wiernego, niezawodnego kompana, a mianowicie Natalię. Myśląc o mojej przyjaciółce, postanowiłam do niej zadzwonić i zapytać co słychać. Wyszperałam w swojej ulubionej torebce komórkę i wybrałam numer przyjaciółki. Po kilku sygnałach usłyszałam jej sekretarkę. Zaniepokoiło mnie to, ponieważ zawsze ode mnie odbiera, no chyba, że jest z Crisem ale On również jest na wyjeździe wraz z drużyną. Dlaczego nikt dzisiaj nie odbiera ode mnie telefonu? Czyżby nie chciała ze mną rozmawiać? To nie w jej stylu. Po kilku próbach w głośniku mojego telefonu usłyszałam zachrypnięty od płaczu głos mojej przyjaciółki, która prosiła mnie abym do niej jak najszybciej przyjechała.

czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 10

(Marc)

Właśnie nadszedł ostatni dzień naszego urlopu w Chorwacji. Z samego rana wróciliśmy z Wiktorią do naszego hotelu po dwóch dniach wypoczynku na jachcie. Spakowaliśmy walizki, odświeżyliśmy się i oboje byliśmy już gotowi do opuszczenia miejsca pobytu. Cristian z Natalią czekali już na nas na holu hotelowym. Zamówiliśmy taksówkę która miała nas odstawić na lotnisko. Po pół godzinie czekania przyjechała pod hotel. Wszyscy byliśmy strasznie zdenerwowani, że musieliśmy tyle czekać. Szczególnie Cris który jest bardzo niecierpliwy, z tych całych nerwów zaczął się kłócić z kierowcą taksówki. W sumie miał rację, gdyż do odlotu samolotu zostało niecałe 40 minut i wszyscy martwiliśmy się, że nie zdążymy na nasz lot. Okazało się, że nasze zamartwianie było słuszne, bo wraz z przyjazdem na lotnisko nasz samolot opuścił pas startowy. Wszyscy byliśmy poirytowani tym zajściem i nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Po chwili poszedłem z Crisem do obsługi lotniska i przebukowaliśmy bilety na najbliższy lot, który miał odbyć się wieczorem. Zależało nam na czasie, ponieważ nazajutrz musieliśmy pojawić się na treningu , który miał na celu przygotować nas do meczu z Atletico Madryt. Razem z moim przyjacielem byliśmy już mega podekscytowani zbliżającym się spotkaniem. Jednak jutrzejszy trening nie był jedynym powodem dla którego zależało nam na jak najszybsze dotarcie do domu. Chodziło tu o Natalię. Od rana źle się czuła, a żadne z nas nie wiedziało co może jej dolegać, przez co mój przyjaciel chodził jak na szpilkach. Pewnie to też wzbudzało w nim dodatkowe nerwy. Kiedy już wszyscy znaliśmy godzinę odlotu, postanowiliśmy iść na obiad do restauracji nie daleko lotniska. Ja z moją ukochaną zamówiliśmy kurczaka w słodko kwaśnym sobie, Cristian burrito meksykańskie, a Natalia przez złe samopoczucie nie miała ochoty na obiad więc poprosiła tylko o sok pomarańczowy. Jej decyzja jeszcze bardziej zaniepokoiła Tello. Po zjedzeniu obiadu udaliśmy się z powrotem w kierunku lotniska. Nasze Panie po drodze jeszcze wstąpiły do kilku sklepów, w celu wydania nawet ostatniej kuny, czyli Chorwackich pieniędzy. Po godzinie 17 odbyła się odprawa, a 25 minut później siedzieliśmy już na swoich miejscach w samolocie. Podróż odbyła się bez żadnych komplikacji, chociaż jeden plus z dzisiejszych przygód. Wysiadając z samolotu byłem trochę obolały, ponieważ cały lot przespała na mnie moja wybranka, ale czego dla niej nie zrobię. Z lotniska odebrał nas wszystkich Kuba, czyli przyjaciel naszych dziewczyn. Widząc to jak witały się z nim nasze wybranki oboje z Cristianem nie tryskaliśmy radością na jego widok. Ogólnie rzecz ujmując to nie przepadałem za tym chłopakiem. Nie to żebym był zazdrosny, po prostu gościa nie lubię. Kiedy byliśmy pod domem Wiktorii wniosłem wszystkie bagaże na górę i zadzwoniłem po swojego kierowce aby mnie odstawił do domu. Pożegnałem się czule z moją piękną i udałem się do swojego domu w celu wypoczynku przed jutrzejszym zapewne ciężkim treningiem.

(Cristian)

Byłem strasznie zdenerwowany widząc jak cierpi moja ukochana. Widziałem, że coś jej dolega. Cały dzień czułem się nieswojo i nie wiedziałem jak mogę jej pomóc. Kiedy już oboje byliśmy u niej w pokoju poprosiła mnie żebym został u niej na noc.
-Kochanie, oczywiście, że z Tobą zostanę, nie zostawiłbym Cie samej
Natalia wyjęła z garderoby czyste rzeczy i poszła wziąć relaksującą kąpiel, w tym czasie ja zszedłem na dół do kuchni aby przygotować jej coś lekkiego do zjedzenia, bo nawet przez cały dzień nie miała nic w żołądku. Przygotowałem jej ulubione czekoladowe płatki i udałem się znowu do jej sypialni. Po chwili z łazienki wyszła Natalia, której koloryt skóry nie był taki jak zazwyczaj. Była strasznie blada. Położyłem ją na łóżku i podałem jej kolacje. Cały czas patrzyłem na to jak jadła. Miałem wrażenie, że każdy ruch sprawia jej ból. Chyba byłem przewrażliwiony.
-Pojedziemy jutro do lekarza- powiedziałem stanowczo
-Przecież jutro masz trening
-Zadzwonię do trenera i odwołam
-Nie! Pojedziesz na ten trening i koniec kropka
-Ty jesteś dla mnie ważniejsza niż tysięczny trening rozumiesz?
-Tak, rozumiem, ale nie chce żebyś rezygnował z mojej winy
-To nie jest Twoja wina, to mój obowiązek, a teraz kładź się i spróbuj zasnąć
Tak jak powiedziałem tak się stało. Natalia ułożyła się na boku i wtuliła w miękką poduszkę, przykryłem ciało mojej dziewczyny kołdrą po czym położyłem się tuż za nią przytulając ją do siebie. Poczekałem aż zaśnie, nie trwało to długo, po około 10 minutach moja księżniczka już słodko spała. Ja skoczyłem pod gorący prysznic i po chwili dołączyłem do swojej dziewczyny na spotkanie z Morfeuszem.

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 9

(Natalia)

Czułam się bardzo szczęśliwa, kiedy widziałam uśmiech Wiktorii  w dniu swoich urodzin. Postanowiliśmy z Cristianem wrócić do hotelu żeby nasza ulubiona para mogła spędzić chociaż dwa dni tylko z sobą na luksusowym jachcie. Ja również byłam zadowolona, że będziemy mieli dla siebie trochę czasu z moim ukochanym. Przez jego pracę brakuje nam chwil sam na sam. Ale mimo wszystko i tak kocham to co robi oraz uwielbiam patrzeć ile wkłada w to serca i jak go to pochłania. Kiedy wróciliśmy do hotelu zdecydowaliśmy się zjeść w pokoju, więc po telefonicznym złożeniu zamówienia, obsługa hotelowa przywiozła nam zamówione dania pod same drzwi. Kiedy już oboje byliśmy najedzeni, Cris wymyślił abyśmy wybrali się na przejażdżkę po okolicy, więc szybko się przebraliśmy i ruszyliśmy w drogę. Po 15 minutowej jeździe Cristian zatrzymał samochód, wysiadł, otworzył mi drzwi jak prawdziwy dżentelmen i przez następne 10 minut prowadził mnie za rękę po drewnianym moście znajdującym się na morzu, akurat był zachód słońca więc widok był zniewalający. Na końcu pomostu się zatrzymaliśmy a Cris przyciągnął mnie do siebie i zaczął mnie przytulać.
-Wiesz dlaczego Cię tu zabrałem?
-Żeby obejrzeć zachód słońca?
-Niee, z tym miejscem wiąże się pewna historia
-A więc słucham mój romantyku-zaśmiałam się
-Jak byłem jeszcze małym chłopcem, przyjeżdżaliśmy co parę lat z rodzicami tu na wakacje, i to właśnie na tym moście oglądając zachód słońca, postanowiłem, że zostanę piłkarzem i że zrobię wszystko aby swój cel osiągnąć, lubię tu wracać, to miejsce sprawia, że czuje się znowu jak 6 latek i strasznie mnie motywuje do rozwijania dalszej kariery. To dlatego się uparłem, żebyśmy przyjechali na wakacje właśnie tutaj. Musiałem odwiedzić to miejsce, żeby sobie przypomnieć po co zacząłem grać, rozumiesz? Teraz, po tylu latach czasami zapominam za co tak kocham piłkę, mecze i treningi stają się dla mnie rutyną. Nie chce żeby tak było, tyle serca i starań włożyłem w swoją karierę, a wiem, że ostatnim czasem nie jestem najlepszy, straciłem formę, popełniam głupie błędy...
-Nie mów tak, to nie prawda. Nadal jesteś tak dobry jak byłeś rozumiesz? Nic się nie pogorszyło, nawet tak nie myśl.
Mój chłopak już nic się nie odezwał, widziałam jak do oczu nachodziły mu łzy kiedy tłumaczył mi dlaczego mnie tu zabrał. Przytulił mnie tylko mocniej do siebie i staliśmy tak jeszcze dłuższą chwilę, po czasie zauważył że robi mi się zimno i wróciliśmy do samochodu. Praktycznie całą drogę nic nie mówił, widziałam po nim, że trochę go to załamało, że też prędzej tego nie zauważyłam, ale byłam tak zalatana ostatnimi dniami, że nawet nie przykułam mu większej uwagi, a On doskonale kryje smutek. Nie mogłam tego tak zostawić. Przecież to normalne, że jest mi źle kiedy patrze jak mój chłopak się zamartwia. Wpadłam na pewien pomysł jak mogłabym mu poprawić humor. Od razu po powrocie do hotelu kiedy Cristian brał prysznic zamówiłam dla nas szampana i mega słodki deser, wiem jak uwielbia słodycze. Kiedy mój chłopak wyszedł z łazienki owinięty w pasie tylko ręcznikiem obudził się we mnie kolejny pomysł. Udałam się do łazienki, wzięłam prysznic i ubrałam bieliznę, którą kupił mi na ostatnie urodziny. Mnie w niej uwielbiał chyba nawet bardziej niż słodycze. Po umyciu i wysuszeniu ciała wskoczyłam w seksowne wdzianko i rozpuściłam włosy, usta przejechałam czerwoną szminką, zarzuciłam szlafrok i opuściłam łazienkę. Po chwili został dostarczony szampan wraz z deserem do naszego pokoju.
-A z jakiej to okazji Kochanie?-zapytał
-A czy musi być okazja żebym mogła napić się szampana z moim chłopakiem?
-No oczywiście, że nie, chodź tu do mnie
Po otworzeniu szampana, posadził mnie sobie na kolanach i wsunął rękę pod mój szlafrok. Nie musiałam długo czekać żeby zorientował się co mam pod spodem. Zauważyłam na jego twarzy łobuzerski uśmiech który doskonale wiedziałam co znaczy. Szybkim i zdecydowanym ruchem zdjął ze mnie biały krótki szlafrok i położył na łóżku.
-Ej a deser?-zapytałam
-Może poczekać
Widziałam, że jego wcześniejsze myśli były już nieobecne a skupione tylko na mnie. Czułam jego usta na swojej szyji, a jego ciepłe dłonie wędrowały po moim ciele z ogromną czułością. Nic tak nie kręciło mnie jak jego czułe dłonie i zapach mojej ulubionej wody toaletowej na jego szyi. Tak właśnie pachniał mój osobisty Bóg seksu. 

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 8

(Natalia)

Rozpoczął się kolejny dzień wakacji w Chorwacji. Ten dzień jest dniem wyjątkowym. Dlaczego? Dzisiaj są urodziny mojej ukochanej Wiktorii. W związku z tym czeka mnie dzisiaj pracowity dzień. Chcemy jej zrobić niespodziankę. Już wszystko zaplanowałam razem z jej chłopakiem. Mam tylko nadzieje, że wszystko wypali i będzie perfekcyjnie, tak jak to zaplanowaliśmy. Marc od samego rana miał się zająć Wiką, a wszyscy razem mieliśmy się spotkać dopiero o 15. Po ułożeniu całego planu działania postanowiłam obudzić Crisa.
-Wstawaj Aniołku
-Dzień dobry Piękna
Położył mnie na sobie i zaczął całować. Po chwili zmobilizowaliśmy się nawzajem do tego aby wstać. W końcu nie mieliśmy zbyt wiele czasu. Wzięliśmy razem prysznic po czym wskoczyliśmy w wygodne, sportowe ciuchy. Cristian idealnie ułożył swoje włosy a ja związałam w wysokiego kitka i zrobiłam makijaż. Żeby nie marnować czasu postanowiliśmy jeść coś na mieście kiedy będziemy załatwić wszystkie sprawy odnośnie przyjęcia urodzinowego. O godzinie 11 czekał już na nas pod hotelem samochód wypożyczony przez mojego ukochanego.

(Marc)

Od samego rana latałem jak oparzony, chciałem aby wszystko wypadło idealnie. Wiktoria jeszcze spała więc korzystając z okazji wziąłem szybki prysznic i założyłem na siebie ubrania. Po wszystkich porannych czynnościach zszedłem na dół po śniadanie do łóżka dla mojej kobiety. Wziąłem to co lubi najbardziej, czyli tosty z miodem, kakao i na deser mus owocowy. Wszedłem cicho do pokoju i postawiłem tacę z pysznościami na szafce nocnej obok słodko śpiącej Wiki. Delikatnym pocałunkiem obudziłem wybrankę mojego serca. Jej mina była cudowna. Widać było jak bardzo ją to ucieszyło.
-Jej Kochanie, dziękuje bardzo
-Nie masz za co dziękować, to tylko wstęp do dzisiejszego dnia
-Co? Ah no tak, moje urodziny
-Zapomniałaś głuptasku?
-Jak można pamiętać o takich rzeczach skoro ma się przy sobie tak cudownego faceta?
-Wszystkiego najlepszego najukochańsza
Znowu ją pocałowałem. Jej usta miały charakterystyczny smak. Mógłbym pocałować milion dziewczyn z zamkniętymi oczami i zawsze rozpoznałbym jej usta. Po zjedzeniu śniadania Wiktoria poszła się ogarnąć, a ja w tym czasie zadzwoniłem do Crisa i Natalii jak im idą przygotowania. Wszystko szło jak trzeba z czego się ucieszyłem i trochę uspokoiłem. Kiedy Wika wyszła z łazienki wybraliśmy się na spacer. Cały czas wypytywała mnie gdzie się podziewają nasi przyjaciele, musiałem kłamać. Nienawidzę tego robić, ale nie chciałem jej zepsuć niespodzianki. Kiedy trzeba milczę jak grób. Po spacerze zabrałem Wiktorię do luksusowej restauracji na pyszny obiad. Była zachwycona. Podczas obiadu rozmawialiśmy na przeróżne tematy i nawet nie wiem kiedy minęło tyle czasu. Od rozmowy oderwał mnie dźwięk wiadomości w moim telefonie. Był to sms od Natalii „Już wszystko gotowe, widzimy się o 15” . Po odczytaniu kamień spadł mi z serca. Wiedziałem, że mnie nie zawiodą-pomyślałem. Zapłaciłem za obiad i wyruszyliśmy w stronę hotelu. Będąc na miejscu poprosiłem moją dziewczynę o to aby ubrała się w coś ładnego, zgodziła się i szybko poszła do łazienki się przygotować. W między czasie ja zrobiłem to samo. Postarałem się wyglądać elegancko. Byłem oszołomiony, kiedy Wiktoria wyszła gotowa z łazienki. Wyglądała nieziemsko. Przed wyjściem z pokoju zawiązałem jej oczy chustką i wziąłem ją na ręce. Przy wyjściu z hotelu czekali już na nas Natalia z Crisem którzy wyglądali równie cudownie i elegancko. Całą drogę niosłem Wiktorię na rękach. Byłem w szoku, że nawet nie protestowała tylko dała się grzecznie nieść. Chyba była zaskoczona całą sytuacją, ale w końcu o to chodziło. Kiedy byliśmy na miejscu, postawiłem moją piękność na ziemi i zdjąłem opaskę z jej oczu. Zaniemówiła, a do oczu naszły jej łzy.
-Jeju, zrobiliście to wszystko tylko dla mnie?
-Nie, dla mnie-zaczął się śmiać Cristian
-To wszystko dla Ciebie kochanie
Każdy z nas złożył Wiktorii życzenia, a ja wręczyłem jej tort, który załatwili dla mnie nasi przyjaciele. Może i nie wyglądał za korzystnie, ale był to ulubiony tort Wiktorii, a to dlatego że był cały czekoladowy. Kilka godzin świętowania spędziliśmy na wynajętym dla mojej ukochanej jachcie. O godzinie 20 pożegnaliśmy się z Crisem i Natalią, którzy wrócili razem do hotelu. A my wyruszyliśmy na dwudniową podróż jachtem po Morzu Adriatyckim.

Rozdział 7

(Wiktoria)

Po odespanej nocy czułam się wypoczęta i pełna energii. Nastrój dopisywał mi tak bardzo, że nic nie było w stanie mi go zepsuć. Wszystko było idealne. Byłam w pięknym miejscu, obudzona przez promienie słońca wdzierającego się przez wielkie okna od naszego hotelowego balkonu, leżałam w jedwabnej śnieżnobiałej pościeli obok mężczyzny mojego życia. Lepiej być nie mogło. Jest tak jak to sobie mogłam wymarzyć. Marc jeszcze spał, więc postanowiłam go nie budzić. Wstałam z łóżka, po cichu otworzyłam okno balkonowe i podeszłam do barierek wyznaczających granicę naszego balkonu. Stałam tak przez chwilę podziwiając widok budzącego się poranka. Nagle poczułam na swoich biodrach ciepłe dłonie mojego ukochanego, szybkim i stanowczym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Byłam tak blisko jego ciała, że na plecach czułam każdy ruch jego klatki piersiowej. Marc delikatnie zaczął całować mnie po szyi co sprawiło, że przeszła mnie fala przyjemności.
-Może zrobimy małą powtórkę z nocy?-zapytał z łobuzerską miną
-Jeszcze Ci nie wystarczy?
-Ciebie nigdy za wiele
Zaczęliśmy się całować, lecz nasz pocałunek przerwał nam Cris. 
-Ej zboczeńce, wystarczy tego, idziecie na śniadanie? Bo ja zaraz zdechnę z głodu, dziewczyna mnie głodzi, twierdzi, że jestem za gruby…-zaczął żartować Cristian
-Taa, i za głupi w dodatku-zaśmiała się Natalia stojąca w progu naszego pokoju.
-Dobra, ubierajcie się i za 15 minut widzimy się na stołówce.
Po opuszczeniu pokoju przez naszych przyjaciół, Marc skoczył pod prysznic, a ja przygotowałam dla siebie ciuchy. Bo upływie 20 minut oboje byliśmy odświeżeni i letnio ubrani, więc zamknęliśmy pokój i zeszliśmy na dół. Na śniadanie wybrałam sobie owocową sałatkę i kawę z ekspresu, a mój wybranek naleśniki z owocami i sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy, wszystko było pyszne. Podczas jedzenia wszyscy rozmawialiśmy o tym co będziemy dzisiaj robić. Oczywiście my i chłopacy mieliśmy inne pomysły. Ja wraz z przyjaciółką chciałyśmy zrelaksować się nad basenem przy zimnych drinkach, a Panowie oczywiście chcieli iść grać w piłkę, bo gdzieś tam już dojrzeli jakieś boisko. Byliśmy na wakacjach, a oni i tak myśleli tylko o piłce. Jednak i tak wyszło na nasze. Nie wiem jak to się stało, ale Natalia zaszantażowała czymś Cristiana i chłopak szybko zmienił zdanie co do dzisiejszych planów. Postanowiłam nie wnikać. Zawsze miała na niego spory wpływ i wiedziała jak go przekonać. Po śniadaniu każdy udał się do swojego pokoju aby się przebrać na basen, chłopcy wskoczyli w spodenki i pokazali swoje umięśnione klaty, co mi i Natalii podnosiło ciśnienie, kiedy widziałyśmy te wszystkie wpatrujące się z nich laski. Natomiast ja z Natalią włożyłyśmy swoje nowe stroje kąpielowe. Wypoczywałyśmy na leżakach rozmawiając o różnych głupotach. Nasi towarzysze za długo nie dotrzymali nam towarzystwa przy opalaniu, bo oczywiście zaczęło im się nudzić, więc popędzili razem do basenu. Kiedy już się wymęczyli zabawami w wodzie, udaliśmy się do hotelu na kolacje. W drodze Marcowi przypomniało się że przy basenie zostawił swój ręcznik i poprosił Natalię żeby się z nim po niego wróciła, co bardzo mnie zszokowało, natomiast co najdziwniejsze Cris był strasznie spokojny, ale nie byłam na żadnego z nich przez to zajście zła, obojgu im ufałam i wiedziałam że nie zrobili by nic przeciwko nam. Jednak ciekawość nie dawała mi spokoju.
-Marc, dlaczego się cofnąłeś z Natalią do basenu?
-No przecież mówiłem, że zapomniałem ręcznika
-Ale to jest powód żeby chodzić po niego razem?
-Oj kochanie, chciałem jej tylko coś przekazać
-Co?
-Nie możesz wszystkiego wiedzieć
Po wypowiedzeniu tych słów pocałował mnie czule w czoło. Nic się nie dało z niego wyciągnąć, a ja byłam tak bardzo ciekawa. Jednak zostało mi tylko się zastanawiać o co mogło chodzić. Nie chciałam już bardziej wypytywać, żeby nie stworzyć napiętej sytuacji na kolacji na którą się właśnie wybieraliśmy. 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 6

(Wiktoria)

W końcu nadszedł wyczekiwany przeze mnie i moich przyjaciół dzień. Dzień naszych wymarzonych wakacji. Wstałam dość wcześnie żeby mieć czas na wszystkie czynności które musiałam wykonać przed wyjazdem. Po przebudzeniu leżałam na pościelonym łóżku w swoim pokoju i wyobrażałam sobie wspólnie spędzony czas z moim wybrankiem w tak pięknym miejscu do którego mamy się udać. Tak się rozmarzyłam, że kiedy spojrzałam na zegar była godzina 10:30, więc się zerwałam i szybko pobiegłam pod prysznic. Po porannej kąpieli wskoczyłam w wygodne ciuchy i poszłam zrobić sobie jakieś śniadanie. Po zjedzonym posiłku, wyjęłam swoją walizkę i zaczęłam się pakować. Nienawidziłam tego robić. Zawsze nie wiedziałam co ze sobą zabrać, ale to chyba każda kobieta ma taki problem, nie tylko ja. Weszłam do swojej garderoby i popatrzyłam co jeszcze mogę wcisnąć do wielkiej czarnej walizy. Po analizie swojej szafy, wzięłam jeszcze ciepłą bluzę i stwierdziłam, że mam już wszystko co będzie mi w Chorwacji potrzebne. Pakowanie się zajęło mi niecałe 2 godziny, to i tak dobry czas jak na mnie, kiedyś zajmowało mi to o wiele więcej czasu. Postanowiłam wykonać telefon do Natalii aby zapytać jak idą jej przygotowania. Moja przyjaciółka oznajmiła mi, że jeszcze się za to nie zabrała, ponieważ była z rodzicami na obiedzie u babci, która kończyła dzisiaj 75 urodziny. Na myśl o babcinym obiedzie zaburczało mi w brzuchu.  Usłyszałam nagle, że ktoś wchodzi na górę po schodach. Otworzyły się drzwi od mojego pokoju i ujrzałam mojego wspaniałego piłkarza.
-Cześć mała- przyciągnął mnie i pocałował Marc
-A co tam chowasz za plecami?-zapytałam zaciekawiona
Marc wyjął zza swoich umięśnionych pleców, dwa plastikowane opakowania, w których znajdowało się jedzenie z naszej ulubionej chińskiej restauracji.
-Czytasz mi w myślach? Przed chwilą byłam głodna a tu proszę taka niespodzianka.
-Ty zawsze jesteś głodna, więc nie było ciężko Cię uszczęśliwić-żartował mój chłopak
Kiedy spożywaliśmy razem posiłek rozmawialiśmy o dzisiejszym wyjeździe. Marc oznajmił mi, że jest już spakowany, a jego walizka znajduje się u niego w samochodzie. To oznaczało, że do samego wyjazdu spędzimy razem czas u mnie w domu, co bardzo mnie uszczęśliwiło.

(Natalia)

Do wylotu samolotu zostało tylko 6 godzin, a ja wraz z rodzicami byliśmy jeszcze w drodze do naszego domu. Moja babcia obchodzi dzisiaj 75 urodziny stąd te całe zamieszanie. Nie spodziewałam się dzisiaj tego obiadu, myślałam, że pojedziemy tylko na tradycyjną kawę i ciasto, ale jak to u babci wizyta się przeciągnęła. Mogłam się tego spodziewać i zacząć pakować się już wczoraj. No ale cóż, nie warto jest obwiniać się za coś czego się nie zrobiło, więc zaczęłam myśleć od czego zacząć kiedy wrócę do domu. Oczywiście głównym priorytetem było spakowanie wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy. Mniej więcej wiedziałam co ze sobą zabrać, więc nerwy mi odpuściły. Gorzej gdybym dopiero się zastanawiała co wziąć a czego nie. Po upływie 20 min byliśmy na miejscu. Po przekroczeniu progu mojego domu od razu udałam się do swojego pokoju i wzięłam do ręki walizkę. Spakowałam w nią wszystko co zaplanowałam i jeszcze kilka dodatkowych rzeczy. Wskazówki zegara wskazywały godzinę 16:30 więc miałam jeszcze chwilę dla siebie. Na lotnisko mieliśmy wyjechać o godzinie 18. Korzystając z chwili wolnego czasu postanowiłam wziąć prysznic aby trochę ochłonąć z tych wszystkich emocji towarzyszących mi przed wyjazdem. Po chłodnym prysznicu zorientowałam się, że nie zabrałam ze sobą do łazienki żadnych czystych ubrań, więc owinięta tylko ręcznikiem wpadłam do swojego pokoju. Moim oczom ukazał się mój chłopak siedzący na moim łóżku.
-Łoooł kochanie, skąd wiedziałaś że tu jestem- zaczął się śmiać Cristian
-Właśnie nie wiedziałam, tylko zapomniałam rzeczy do łazienki i chciałam iść szybko do garderoby, żeby coś wybrać.
Kiedy to mówiłam Cris posadził mnie sobie na kolanach i zaczął mnie całować, nie ukrywając bardzo mi się to podobało, lecz wiedziałam, że gdyby się rozkręciło to bylibyśmy oboje spóźnieni. Z bólem serca przerwałam nasz namiętny pocałunek.
-Skarbie, nie mamy czasu, muszę jeszcze zrobić kilka rzeczy
-Dobrze leć, jeszcze się sobą nacieszymy przez te dni
Oboje udaliśmy się do mojej garderoby, aby wybrać dla mnie jakieś ciuchy, szybko w nie wskoczyłam, wyszczotkowałam zęby i upięłam włosy w kitka. Byliśmy gotowi. Cristian zniósł moją walizkę na dół, a ja zabrałam nam coś do jedzenia na drogę. Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami po czym pojechaliśmy z kierowcą Crisa na lotnisko. Tam czekali na nas Wika z Marcem. Po odprawie zajęliśmy miejsca w samolocie. Podróż zajęła nam około 3 godzin. Chwilę po starcie zasnęłam na ramieniu mojego ukochanego, obudził mnie, gdy byliśmy już na miejscu. Nasz hotel znajdował się 40 minut od lotniska, więc w czwórkę cisnęliśmy się w taksówce razem z naszymi bagażami. Choć było strasznie ciasno to dało dużo śmiechu, gdy chłopacy zaczęli nabijać się z przechodnich, który wpatrywali się w nich jak w obrazek. No cóż, nie każdy jest przyzwyczajony jak ja czy Wiktoria do widoku takich gwiazd piłki jak oni. Gdy dotarliśmy do hotelu, nasi Panowie poszli do rejestracji a my rozejrzałyśmy się po 6 gwiazdkowym hotelu. Był naprawdę piękny. Kiedy otrzymaliśmy kluczki do pokoi stwierdziliśmy, że dzisiaj już nigdzie nie wychodzimy, tylko idziemy odespać podróż, ponieważ każdy z nas był zmęczony. Nasze pokoje znajdowały się na tym samym piętrze. Nasz pokój miał numer 245, a pokój Wiki i Marca 250. Po rozpakowaniu walizek, wzięliśmy razem kąpiel po czym zasnęliśmy wtuleni w swoje ciała.

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 5

(Natalia)

Tego dnia mieli wrócić moi rodzice, więc czekałam na nich cała zniecierpliwiona.
Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam w przygotowane prędzej ciuchy
Minęło już kilka dni od wyjazdu Cristiana i bardzo za nim tęskniłam, przez te dni mało się odzywał, bo pewnie nawet nie miał na to czasu. Marzę o tym żeby mieć go już na co dzień. 
Zrobiło mi się smutno i postanowiłam do niego zadzwonić, żeby chociaż usłyszeć jego głos. Niestety nie odbierał, więc zrobiło mi się jeszcze gorzej. Żeby o tym nie myśleć postanowiłam zająć się domem. Pomyślałam, że pomoże mi to oderwać się od wszystkich złych myśli, które krzątały się po mojej głowie, a poza tym uszczęśliwi to wracającą z ciężkiej podróży mamę. Po zakończeniu sprzątania dom lśnił, a ja nadal byłam przygnębiona. Może trochę przesadzam, ale czuję się samotna przez siedzenie w pustych ścianach któryś dzień z rzędu. Stwierdziłam, że chociaż na chwilę pomoże mi o tym zapomnieć popołudniowa drzemka. Położyłam się na łóżku w mojej sypialni i okryłam mięciutkim beżowym kocem, spojrzałam jeszcze na telefon czy może przypadkiem nie dostałam żadnej wiadomości. Na wyświetlaczu nic nie było, oprócz dobijającego mnie zegara, który miałam wrażenie, że stoi w miejscu. Zamknęłam oczy i po chwili zasnęłam. Obudziłam się po godzinie, a dioda na moim telefonie świeciła różnymi kolorami, co oznaczało, że mam nie odczytaną wiadomość. Musiałam twardo spać skoro nie słyszałam dźwięku sms. 
"Cześć córciu, my jednak dzisiaj nie wracamy, bo są małe problemy w firmie, wieczorem do Ciebie zadzwonię to wszystko Ci wyjaśnię. Uważaj na siebie. Kochamy Cię mocno." Taa, świetnie-powiedziałam sama do siebie. Rozumiałam, że muszą tam zostać, ale też było mi smutno, bo nie pamiętam kiedy spędziłam razem z nim czas. Ale nie mogłam im nic zarzucać, bo to dzięki ich ciężkiej pracy, mogę mieć wszystko o czym zamarzę. Poszperałam trochę w internecie i znalazłam dla nas piękny hotel w którym zarezerwowałam dla nas 2 pokoje dwuosobowe. Do naszego wyjazdu zostały 3 dni a mojego chłopaka nadal nie ma. Postanowiłam się wybrać do mojego przyjaciela i zrobić mu niespodziankę, bo ostatnio narzekał że nie mam dla niego czasu. Ogarnęłam się szybko i spacerkiem przeszłam się po osiedlu do domu Kuby. Miałam nadzieję że może jakoś On poprawi mi humor. Dochodząc do jego bramy, ujrzałam coś co nie poprawiło mi humoru w żaden sposób. Na bujawce ogrodowej siedział Kuba wraz z Paulina. Nie mogłam w to uwierzyć. Byłam tak cholernie zła. Mój najlepszy przyjaciel i ta wredna zołza? Co tu się wyprawia? Byłam w takim stanie, że byłam gotowa podejść tam i powiedzieć żeby trzymała się od niego z daleka. Bo jak zrobi coś wbrew niemu to ją chyba zabije. Zachowałam jednak zimną krew. Złapałam szybko za telefon i wybrałam numer Wiktorii żeby opowiedzieć jej o tym co zobaczyłam. Kiedy już poinformowałam moją przyjaciółkę o tym widoku była w takim samym szoku jak ja. Powiedziała że mam szybko do niej przyjść to pogadamy o tym na spokojnie. Oddaliłam się po cichu od posesji naszego przyjaciela, i szybkim tempem podążałam do domu Wiki. 
-Normalnie nie mogę w to uwierzyć. Kuba i Paulina?! Serio? 
-Ja też byłam w szoku. Przecież kiedyś jej nienawidził równie mocno jak my. A teraz? Siedzieli sobie u niego cali zadowoleni.
-Boże co z tym chłopakiem? Czy na tej siłowni mózg stracił do końca? My musimy z nim porozmawiać. I to koniecznie.
Tego dnia już nie miałyśmy ochoty tego robić. Musiałyśmy ochłonąć od tej całej sytuacji. Wracając do domu zastanawiałam się co jeszcze w tym dniu się wydarzy, Rodzice nie wracają, Cris się nie odzywa przez co strasznie się boję, i jeszcze nasz przyjaciel spotyka się z tą lafiryndą. Gorzej chyba być nie może-pomyślałam. A chyba jednak może. Będąc pod swoim domem zauważyłam palące się światło w kuchni. Byłam przerażona. Zaczęłam się zastanawiać czy to ja zostawiłam zapalone, i czy aby na pewno zamknęłam drzwi wejściowe. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nie chciałam podejmować pochopnych decyzji, ale też nie byłam na tyle odważna żeby tam wejść. Po chwili namysłu doszłam do wniosku że nie będę stała pod własnym domem jak nie normalna, a byłam wręcz pewna, że zanim wyszłam do Kuby, dom na pewno przekluczyłam. Wzięłam kilka głębokich wdechów, i złapałam za klamkę, drzwi faktycznie były zamknięte. Ale Natalia jesteś głupia, nie zgasisz światła a potem boisz się wejść do własnego domu-pomyślałam. Od razu po przekroczeniu progu zamknęłam za sobą drzwi, żeby znowu nie robić sobie nie potrzebnego strachu. Podczas kiedy zdejmowałam buty palące się światło w kuchni zgasło. Teraz już na prawdę się bałam. Przecież nie będę teraz uciekać. Na palcach przemieszczałam się po wielkim korytarzu na parterze domu. W szybach od drzwi jednej z łazienek zuważyłam jakieś odbijające się światło. Znowu oblała mnie fala strachu. Po ciuchutku podeszłam do drzwi a one się otworzyły i ujrzałam tam Cristiana, świeczki ustawione na wannie, w niej pełno wody z białą pianą, szampana i truskawki. Wszystko wyglądało pięknie. Od razu wbiłam się w jego wargi i zaczęliśmy się całować na środku łazienki.
-Nie strasz mnie tak więcej-powiedziałam po cichu
Przez długi czas nie przestawaliśmy się całować. Wzięliśmy wspólną kąpiel, po czym Cris zaniósł mnie na rękach do mojej sypialni, gdzie spędziliśmy razem noc.



Rozdział 4

(Wiktoria)

Ciągle myślę o tym że Cristian i Natalia złapali nas na takim momencie. No ale cóż, przecież to nasi przyjaciele, nikt obcy. Najważniejsze że ja i Marc się pogodziliśmy, a za niedługo wybieramy się na wymarzone wakacje. Dzisiejszy dzień ma być ciężki dla całej naszej czwórki. Nasi Panowie wyjeżdżają  na mecz a nam jak zwykle ciężko się pogodzić z rozłąką, choć po takim czasie powinnyśmy się do tego przyzwyczaić. Ale odkąd pamiętam to strasznie szybko się przywiązujemy do rzeczy jak i do osób. Od rana nie mogłam się dodzwonić do mojego chłopaka, ciągle miał zajęty numer. Pewnie już wisi godzinami na telefonie z Crisem i przeżywają dzisiejszy mecz - pomyślałam. Postanowiłam więc poszperać w internecie i poszukać odpowiedniego hotelu dla nas wszystkich. Po godzinie poszukiwań od monitora odciągnął mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Spodziewałam się że oddzwania do mnie Marc  ale to dzwoniła Natalia, która zaproponowała mi zakupy. Oczywiście, że się zgodziłam. Uwielbiałyśmy to razem robić. Umówiłyśmy się na 15, więc poszłam się przygotować, a potem zjeść obiad, który przygotowała moja ukochana mama. Przed wyjściem postanowiłam jeszcze raz spróbować zadzwonić do mojego chłopaka. Tym razem udało mi się go złapać choć traciłam na to wszelkie nadzieje. 
-No cześć kochanie- usłyszałam w słuchawce telefonu
-No w końcu zdecydowałeś się odebrać
-Ej a gdzie ładne przywitanie?- zaczął się ze mną droczyć
-Dzień doby skarbie. Chciałam Ci tylko życzyć powiedzenia w meczu i powiedzieć żebyś uważał na siebie i nie podrywał mi tam żadnych lasek-zaśmiałam się
-Ojej dziękuje bardzo, obiecuję że będę grzeczny, ja już jestem w drodze na lotnisko, po drodze zabieram Cristiana ze sobą, więc nie mogę za bardzo rozmawiać.
-No dobrze to ja już nie będę Ci przeszkadzać, jedź ostrożnie. Ja lecę z Natalią na jakieś zakupy, muszę coś sobie kupić do tej Chorwacji.
-Pamiętaj, że bardzo Cię kocham Aniołku
-Ja Ciebie też kocham
-Zadzwonię do Ciebie od razu po meczu
-Będę czekać, do usłyszenia
Już po krótkim czasie razem z moją przyjaciółką  byłyśmy pochłonięte wirem zakupów. Kupiłyśmy dużo nowych rzeczy. Między innymi koszulki, szorty, stroje kąpielowe, okulary, bluzy, kosmetyki, a nawet wybrałyśmy też coś dla naszych mężczyzn. Z galerii wyszłyśmy z mnóstwem wielkich toreb.
-Po tak męczących zakupach zasłużyłyśmy na dobrą kawę- powiedziałam
-O tak, zgadzam się
Udałyśmy się do naszej ulubionej kawiarni, złożyłyśmy zamówienie które składało się z dwóch caffee latte oraz z dwóch pysznych muf finek czekoladowych.  Rozmawiałyśmy i rozkoszowałyśmy się smakiem zamówionych przez nas łakoci. W drodze do domu spotkałyśmy naszego przyjaciela  Kube, który akurat wracał z siłowni.
-Hej laseczki, a wy co? Sklepy okradłyście? - przytulił nas przystojny przyjaciel
-Haha nie byłyśmy na drobnych zakupach- odpowiedziała Natalia
-Drobnych? No tak, typowe kobiety. Faceci  zaraz wychodzą na boisko a one latają po sklepach-zaczął się z nami droczyć
O cholera, mecz. Zegarek na mojej ręce wskazywał już 18 więc zostało nam pół godziny aby zasiąść przed telewizorami. Szybko pożegnałyśmy się z Kubą, który też śpieszył się na kolejny trening. Był zakochany w swoim ciele. Może dlatego jeszcze nie znalazł prawdziwej miłości. Po chwili znalazłyśmy się już w domu. Odłożyłyśmy ciężkie torby na stole w salonie i razem usiadłyśmy przed telewizorem. Gdy włączyłyśmy transmisje z meczu po całym domu rozbrzmiał się dźwięk hymnu klubu a na telewizorze za widniały twarze naszych przyszłych mężów. Tak rozpoczął się nasz ulubiony seans. 

czwartek, 8 stycznia 2015

Rozdział 3

(Cristian)

Kiedy się obudziłem na budziku widniała 7:20, a moja królewna jeszcze spała. Postanowiłem jej nie budzić, tylko skoczyłem szybko do jednej z  łazienki wziąć prysznic. Po kąpieli umyłem zęby i ubrałem ciuchy, które mam zostawione na wszelki wypadek u Natalii. Po cichu zszedłem na dół i zrobiłem sobie odżywczy sok. Skoczyłem jeszcze na górę po torbę na trening i pocałowałem moją kobietę w czoło po czym wsiadłem w samochód i popędziłem na trening mojej drużyny. Po przyjeździe na stadion przywitałem się z chłopakami z drużyny i zaczęliśmy rozmawiać o zbliżającym się meczu. Trening był strasznie wyczerpujący, opadałem z sił. Gdy już schodziliśmy do szatni zacząłem rozmawiać z Marcem o sytuacji z Wiktorią, nie wiele mówił, co mnie bardzo dziwiło, widać że był nie w humorze. Ale wcale mu się nie dziwię. Dowiedziałem się jedynie, że o 13 mają się spotkać u niej w domu, więc pomyślałem, że będzie to dobry moment aby porozmawiać z nimi o naszym wspólnym wyjeździe. O poranku, gdy brałem prysznic rozmyślałem gdzie powinniśmy się wybrać i pomyślałem o Chorwacji. Muszę tylko zapytać co na to moja dziewczyna i przyjaciele. Po wyjściu z szatni odbyła się rozmowa z trenerem. Mówił głównie o taktyce i wyjściowej jedenastce, w której znajdowałem się ja i oczywiście Marc. Obojgu nam poprawiło to humor. Po zakończeniu była już godzina  12 a ja udałem się prosto do domu Natalii, nie chciałem żeby siedziała sama w domu, a poza tym chce jej poświęcić jak najwięcej czasu dopóki mogę.

(Marc)

Gdy skończył się trening i pogadanka z trenerem, pojechałem do domu wziąć zimny prysznic oraz przebrać się by móc jechać do Wiktorii. Po 20 minutach byłem w swoim domu. Wziąłem torbę treningową i szybko podążyłem do domu, nie chciałem się jeszcze spóźnić, a za pół godziny miałem u niej być. Wziąłem szybki prysznic, wskoczyłem w wygodne ciuchy i ułożyłem swoje włosy. Wsiadłem do auta, i wziąłem kilka głębokich oddechów. Byłem mega zestresowany, bardziej niż przed jakimś ważnym meczem. Bałem się tego spotkania, było to dziwne, ale to chyba dlatego że tak bardzo mi na niej zależy i nie chciałbym jej stracić przez jakąś idiotkę, zresztą z żadnego powodu nie chciałbym jej stracić, zbyt mocno ją kocham. Ej człowieku, tylko spokojnie, dasz rade-powiedziałem sam do siebie po czym odpaliłem silnik i ruszyłem w drogę. Punkt 13 byłem na miejscu, cieszył mnie fakt, że się nie spóźniłem, jeszcze by pomyślała że jestem nie słowny-zaczynałem panikować. Wysiadłem i udałem się w stronę drzwi wejściowych domu mojej ukochanej. Po krótkim dzwonku do drzwi, otworzyły się one ukazując mi postać najpiękniejszej kobiety na świecie.

(Natalia)

Gdy się obudziłam Cristiana już nie było. Na początku wywołało to we mnie zdenerwowanie gdzie On się podział, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież miał jechać na ważny trening. Uspokoiło mnie to, więc poszłam wziąć gorącą kąpiel w wannie i się ogarnąć. Po tych czynnościach postanowiłam posprzątać w domu i ugotować obiad dla mojego piłkarza. Zrobiłam jego ulubione danie co go bardzo ucieszyło. Przed obiadem Cris poszedł się odświeżyć i przebrać. Po zjedzeniu razem posiłku, udaliśmy się do domu Wiktorii, bo chcieliśmy porozmawiać o wakacjach a z tego co powiedział mój chłopak miał u niej w tym czasie być Marc, czyli wszystko pasowało. Gdy już dotarliśmy po domu Wiki, drzwi otworzyła nam jej mama. Jest to wspaniała kobieta, kiedy byłam młodsza zawsze się mną opiekowała, kiedy moi rodzice wyjeżdżali. Jestem jej bardzo wdzięczna i bardzo ją szanuje.  Przywitała nas serdecznie i powiedziała że Wiktoria z Marcem są u niej w pokoju, więc się tam udaliśmy. Cris jak to Cris stwierdził, że zrobimy im niespodziankę i wejdziemy bez pukania, więc stało się jak sobie zażyczył, nie szło go przegadać. Jednak to nie był akurat najlepszy pomysł. Weszliśmy w troszkę nie odpowiednim momencie.
-Łoooł- pociągnął mnie szybko do tyłu Cris i zamknął od razu drzwi. Słyszeliśmy tylko bieganie po pokoju.
-Ej no dobra wejdźcie- zawołał Marc
-Haha no dzieciaczki to tak się teraz godzicie?-zaczął się śmiać mój chłopak
-A Ty nie umiesz pukać głupku?-zapytała zawstydzona Wiktoria
-Naprawdę was przepraszamy, to był jego pomysł-zaczęłam się tłumaczyć
-Przecież nic się nie stało-zaśmiał się Marc
-Wiesz stary, muszę Cie chyba kilku rzeczy nauczyć-żartował dalej Cristian
Chłopcy zaczęli się przekomarzać a my poszłyśmy na dół przygotować coś do picia. Później oglądaliśmy hotele do jakiego chcielibyśmy się udać. Cristian wymyślił żebyśmy polecieli do Chorwacji, każdemu się spodobał ten pomysł więc pozostało nam tylko znaleźć jakiś hotel. To było trudniejsze niż mogło się wydawać, wszystkie były takie piękne, postanowiliśmy że jeszcze nad tym pomyślimy i jutro zdecydujemy ostatecznie. Popołudnie upłynęło nam bardzo miło, co mnie wcale nie dziwi, przecież byliśmy wszyscy razem. A tak jest najlepiej.

Rozdział 2

 Byłam przerażona na widok awantury w moim salonie. Zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić. Pierwszy raz miała miejsce taka sytuacja. Strasznie panikowałam ale starałam się tego po sobie nie pokazywać.
-Co się tu do cholery dzieje?!
Podbiegła do mnie zapłakana Wiktoria i mnie mocno przytuliła. A Cristian przestał się wydzierać i usiadł na kanapie.
-Ej kochana, co się stało? Dlaczego Ty tak płaczesz?-zaczęłam wypytywać przyjaciółkę
Nie spodziewałam się wyczerpującej odpowiedzi z jej ust, ponieważ nie mogła zapanować nad płaczem.
-No bo, to wszystko przez nią, znowu się wszędzie miesza. Nienawidzę jej! – wyszlochała Wika
-Ale gdzie się miesza? Kogo nienawidzisz?
-No Paulina. Czekałam w domu na Marca i przez okno zauważyłam jak ta lafirynda się do niego klei, a jemu to chyba najwidoczniej odpowiadało, by był wielce uśmiechnięty i zadowolony.
-Mówiłem Ci już coś na ten temat!-wykrzyknął Cristian
-Ty się nie odzywaj nie proszony- rzuciłam chłodno do mojego chłopaka
-Nie mogę tego słuchać! Zawsze są wojny o waszą sąsiadeczkę, ile można? To jest nie do zniesienia, Marc  to mój przyjaciel i nie pozwole żeby ktoś twierdził że imponują mu inne laski kiedy ma swoją dziewczyne.
Wiktoria uważnie się wsłuchiwała w słowa mojego chłopaka. Sama nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Z  jednej strony Cris miał racje, ale z drugiej pamiętam jak sama się kłóciłam z nim o Williamsową.
-Nie płacz mała, usiądź sobie, a ja pójdę zrobię Ci coś do picia, Ty Cris też coś chcesz?
-Nie, dzięki, już na nic nie mam ochoty
Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na herbatę oraz przygotowałam ulubiony kubek Wiktorii. Po krótkiej chwili z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk piszczącego czajnika.
-Crisian, mógłbyś przyjść mi pomóc?-zawołałam
Po upływie kilku sekund już był w kuchni i herbatą dla Wiktorii w ręce.
-Kochanie, poczekaj. Specjalnie Cie tu zawołałam, bo chciałam Ci powiedzieć żebyś nie był dla niej taki surowy. Okej wiem że Marc  to Twój największy kumpel, ale zrozum że to nasza przyjaciółka, a dla mnie jest jak siostra. Nie podoba mi się, że podniosłeś na nią głos. Dobrze wiesz, że Ona bardzo go kocha, tak jak ja Ciebie, nie jest nam łatwo mieć za chłopaków znanych piłkarzy, czasami nas już to przerasta, że tak wiele dziewczyn za wami lata. W jej sytuacji pewnie zachowywałabym się tak samo
-Może masz racje, trochę przesadziłem, oczywiście przeproszę Wiktorie, ale nam już też brakuje słów, żeby przetłumaczyć wam, że kochamy tylko was.
Kiedy to mówił oparł mnie o blat i mocno do siebie przytulił. Uwielbiałam to kiedy brał mnie w swoje ramiona, tym bardziej, że ostatnim czasem mało się widujemy, takie chwile są dla mnie bardzo ważne. Cris wziął kubek z malinową herbatą i zaniósł dla Wiktorii, a ja wyjęłam z szafki jej ulubione ciastka, może chociaż to jej trochę poprawi humor, kiedy byłyśmy małe zawsze działało.  Gdy byłam już w pokoju pomiędzy dwoma najważniejszymi dla mnie osobami na świecie była już zgoda. Siedzieliśmy tak jeszcze trochę i rozmawialiśmy. Wytłumaczyłam Wiktorii, że nasza znienawidzona sąsiadka zawsze robiła nam pod górkę i że jej zachowanie w stosunku do Marca było celowe, bo wiedziała że to zdenerwuje moją przyjaciółkę oraz wywoła między nimi kłótnie. Po rozmowie i postanowiła, że przeprosi i porozmawia ze swoim chłopakiem. Mam z nią strasznie podobne charaktery więc wiedziałam od razu, że pewnie ma za co przeprosić Marca, bo wiem jaką by wojnę miał Cris gdyby ta sytuacja nas spotkała.
Wieczorem kiedy byliśmy z Cristianem sami wpadł na pomysł żeby po następnym ich meczu wybrać się na tydzień na jakieś wakacje. Ja byłam zachwycona tym pomysłem, i tak nic lepszego nie miałam do roboty, szkoła skończona, więc czy może być coś lepszego niż tydzień spędzony z przyjaciółmi w jakimś cudownym miejscu? Cris powiedział, że jutro porozmawiamy o tym z Wiką i Marcem o ile będą już pogodzeni, ale będą na pewno, przecież to takie gołąbeczki. Zrobiliśmy się głodni, więc postanowiliśmy zamówić sobie pizze, bo akurat oboje mieliśmy na nią ochotę. Po 40 minutach był już u nas dostawca z wielkim kartonem od którego przyjmowałam zamówienie.
-Co On się tak do Ciebie uśmiechał?
-Jak?
-Za szeroko!
-Oj przestań wariacie
Po tych słowach zaczęliśmy się całować, potem jedliśmy pizze i oglądaliśmy coś w telewizji. Nigdy nie wiem co oglądam, gdy przy nim jestem, całą uwage skupiam na nim a nie na kwadratowym obiekcie z kolorowymi  obrazkami. Naszą sielankę przerwał dźwięk wiadomości z telefonu Crisa.
-To trener. Jutro na 8 rano mam trening. Będę musiał zaraz lecieć w takim razie, bo muszę się wyspać.
-No dobrze- powiedziałam ze smutną miną
-Ej ale uśmiech mała
-A zostaniesz u mnie na noc?- zrobiłam do niego słodkie oczka
-Ale przecież wiesz że jak zostanę to na pewno się nie wyśpię- zaczął się śmiać
-No proszę, nie chce spać sama
-A myślałaś że będę tak głupi i Cie samą zostawię w tym wielkim domu?
Pocałowałam go a on mnie wziął na ręce i zaniósł do mojego pokoju. Położyliśmy się na łóżku a ja zaczęłam mu opowiadać co musiałabym sobie kupić na nasz wspólny wyjazd, kiedy poniosłam głowę do góry, żeby spojrzeć na niego, mój mężczyzna już słodko spał.