poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 14

(Wiktoria)
Budzik stojący na nocnej szafce koło mojego łóżka wskazywał 9:50. Strasznie dobrze spałam tej nocy, pewnie jest to zasługa śpiącego nadal obok mnie Marca. Leżałam chwilę na boku wpatrując się w mojego mężczyznę, który wyraźnie się uśmiechał podczas snu. Miałam wielką ochotę złożyć namiętny pocałunek na jego uśmiechających się ustach, jednak nie miałam serca go obudzić. Po wstaniu z łóżka udałam się do garderoby po czyste ciuchy, a potem do łazienki w celu wzięcia gorącego prysznica. Po porannej toalecie, zeszłam po cichu po schodach aby przygotować wartościowe śniadanie dla mojego piłkarza. Postanowiłam zrobić dla niego omlet oraz musli z owocami, a do dużej szklanki nalałam sok pomarańczowy. Dla siebie natomiast przygotowałam świeżą bułkę z ciemnego pieczywa z chudym serkiem oraz zaparzyłam kawę z jedną łyżeczką cukru. Ze znajdującym się na tacy śniadaniem udałam się schodami do swojego pokoju, Marc nadal spał. Tace postawiłam na łóżku, natomiast jego pocałowałam czule w usta.
-Dzień dobry Kochanie
-Dzień dobry piękna
-Mam nadzieję że się wyspałeś, bo przyniosłam dla Ciebie pyszne śniadanko
-Jesteś cudowna, ale może zjemy potem?
Zaczął mnie delikatnie całować w usta, po szyi oraz po uchu. Jego dłoń wędrowała pod moją koszulą, a palce powoli rozpinały jej guziki.
-O nie mój drogi, teraz grzecznie zjesz śniadanie, skoczysz pod prysznic, ubierzesz się i pojedziemy razem na zakupy.
-Zakupy?-zapytał Marc ze skwaszoną miną
-Tak, muszę kupić coś do jedzenia jeśli chcesz dostawać takie pyszne śniadania do łóżka
Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie w policzek
-Więc tylko po to chcesz jechać?
-Nie, jeszcze muszę kupić prezent dla Natalii.
-Przecież nie ma urodzin
-Ale dzisiaj jest rocznica naszej przyjaźni
-Wy i te wasze święta-powiedział z kpiącą miną
-Nie czepiaj się tylko kończ to śniadanie i leć do łazienki
Po 40 minutach Marc był już gotowy do wyjścia. Jak zwykle wyglądał nieziemsko. Pojechaliśmy do ogromnego supermarketu, gdzie kupiłam wszystkie przydatne w kuchni produkty. Nie miałam pojęcia co mogę kupić swojej przyjaciółce, pomysły na prezenty wyczerpały mi się bardzo dawno. Chyba dałyśmy już sobie wszystko co tylko jest możliwe. Poszukiwania odpowiedniego prezentu trwały 1,5 godziny. Widziałam jak Marc zaczyna się denerwować.
-Wytrzymaj jeszcze trochę, zaraz na pewno coś znajdziemy.
-Dlaczego nie wybrałaś dla niej nic w poprzednich sklepach?
-Bo ten prezent musi być wyjątkowy, bo będzie to wyjątkowa rocznica, zobaczysz
W końcu u jednego z jubilerów zdecydowałam się na złotą bransoletkę z zawieszonym kryształowym serduszkiem, po wyczerpujących poszukiwaniach zdecydowaliśmy wybrać się na obiad do jednej z pobliskich restauracji. Była ona bardzo piękna. Wypełniały ją stoliki z białym obrusem i drogą zastawą oraz stojące obok nich białe krzesła. Marc postanowił zamówić dla nas kawior i białe wino. Co prawda nie przepadam za kawiorem, ale nie chciałam mu już się sprzeciwiać. Po upływie 20 minut kelner przyniósł nam zamówione przez nas danie. Byłam tak głodna, że nie zwracałam zbyt szczególnie uwagi na to czy mi potrawa smakuje czy też nie. Około godziny 15 byliśmy już w domu. Ja zaczęłam sprzątać, a mój chłopak poszedł pobiegać, ponieważ rano nie miał na to zbyt wiele czasu. Po 40 minutach dom lśnił a ja opadłam z sił. Jeszcze nigdy tak szybko tego nie zrobiłam, ale to dlatego, że nie chcę się spóźnić na spotkanie z przyjaciółmi. Postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel, więc poszłam do łazienki aby napełnić wannę wodą. Kiedy stałam rozebrana do łazienki wpadł zdyszany Marc. Było widać, że bieg był bardzo męczący.
-Mmm, cóż za widok. Już się rozbieram i wskakuję do Ciebie
Kilka sekund później siedziałam otulona białą pianą w ramionach mojego ukochanego, który dokładnie namydlił moje ciało i całował moją szyję oraz ramiona. Po przyjemnych wodnych pieszczotach oboje opuściliśmy łazienkę i założyliśmy na siebie wybrane ciuchy. Po raz pierwszy miałam okazję do włożenia nowej sukienki, którą dostałam na urodziny od rodziców. Marc natomiast włożył czarne rurki i czerwono czarną koszulę w kratę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż i pofalowałam włosy. O godzinie 17 wyszliśmy z domu, Marc wystawił z garażu swój samochód i powoli pojechaliśmy do domu Natalii, gdyż kolacja miała dopiero odbyć się na 17:30. Chyba pierwszy raz wyrobiliśmy się przed czasem. Po 20 minutach byliśmy na miejscu, drzwi otworzył nam Cristian, który przywitał nas szerokim uśmiechem, przytulił mnie swoim silnym ramieniem oraz zbił piątkę z Marcem. Natalia stawiała akurat na stole główne danie i podpaliła na nim świeczki. Wszystko wyglądało bardzo pięknie, tak samo jak Ona. Wyglądała już o niebo lepiej odkąd ostatnio ją widziałam. Była taka spokojna i promienna. Natomiast jej przeciwieństwem był Cris, który latał po domu jak poparzony. Co mu się stało? Nigdy go nie widziałam takiego. Był szczęśliwy i narwany jak 5 letni chłopiec. Po chwili już wszyscy razem siedzieliśmy w salonie i spożywaliśmy kolację. Spokojny nastrój przerwał głos Cristiana zwracającego się prosząco do mojej przyjaciółki.
-No mogę już? Proszę, proszę, proszę!
-Okej wariacie, możesz.
-A więc, Wiktorio, Marcu, ta najpiękniejsza istota która siedzi obok mnie i którą kocham nad życie zgodziła się zostać moją żoną
Ucieszyłam się jak dziecko i szybko im pogratulowałam, miło widzieć ich takich szczęśliwych.
-Ej ej, ale to nie wszystko, moja przyszła żona, ma właśnie w brzuszku moje miesięczne maleństwo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz