(Natalia)
Jestem już w szóstym tygodniu ciąży. Mój brzuch jest jeszcze niewielki, ale już go troszkę widać.
Jestem szczęśliwa, ponieważ mieszczę się jeszcze w swoje ulubione rzeczy. Każdy
mówi, że ciąża mi służy. Może mają racje, wydaję się być pogodniejsza i
bardziej spokojna niż mam w zwyczaju. Ale spokojnie, to dopiero szósty tydzień,
więc jeszcze dużo przede mną, zdążę pokazać swoje humorki. Już nawet chwilami
je miewam przez nadopiekuńczość mojego narzeczonego. Z jednej strony to słodkie,
jednak z drugiej zaczyna się robić po czasie irytujące. Cristian chciałby robić
za mnie wszystko, tłumaczę mu, że ciąża to nie choroba. Jednak On i tak stawia
na swoim. Jestem dzisiaj umówiona z nim na zakupy, ponieważ potrzebuję kilku
nowych rzeczy. O 14 ma skończyć trening i po mnie przyjechać. Zegarek w moim
pokoju wskazuję godzinę 10:30, więc mam jeszcze troszkę czasu. Od razu po
wstaniu z łóżka, udałam się do łazienki aby wziąć gorący prysznic. Zrzuciłam z
siebie spodenki od pidżamy i koszulkę klubową mojego ukochanego. Ciepły
strumień wody zaczął spływać po moim ciele, namydliłam je żelem kokosowym i
dokładnie spłukałam, potem umyłam włosy szamponem wzmacniającym i nałożyłam
odżywkę, którą po chwili spłukałam. Po wyjściu z prysznica zrobiło mi się
strasznie zimno, więc otuliłam się ciepłym od grzejnika ręcznikiem i zaczęłam
się wycierać. Włosy rozczesałam i pozwoliłam im samym wyschnąć. Zarzuciłam na
siebie biały przytulny szlafrok i udałam się do garderoby w celu wybrania jakiś
ubrań. Po chwili byłam już ubrana. Wróciłam do łazienki umyć zęby, i nałożyć
delikatny makijaż. Po wszystkich porannych czynnościach, zeszłam na dół, aby
przygotować sobie coś do jedzenia. Wchodząc do kuchni usłyszałam dobiegający
głos mamy z salonu
-Dzień dobry
Kochanie, już wstałaś?
-Tak, muszę coś zjeść
-Ja Ci coś
przygotuję, a Ty sobie posiedź
-Mamo, poradzę sobie
Nie zdążyłam nawet
tego wypowiedzieć, a mama była już przy kuchennym blacie.
-Na co masz ochotę?
Przepraszam, powinnam raczej zapytać na co macie ochotę.
-Na cokolwiek Mamuś
Siedziałam przy stole
czekając na śniadanie i rozmawiałam z mamą, oczywiście zasypywała mnie
pytaniami jak się czuję, jak rozwija się dziecko, jak z Crisem, itp. Od
tygodnia są razem z tatą w domu, wtedy poinformowałam ich, że spodziewamy się dziecka.
Od tamtej pory nie chcą nigdzie wyjeżdżać, żeby móc mieć mnie na oku, czyli
następna nadopiekuńczość, tym razem ze strony rodziców. Trochę mnie to
irytowało, no ale trudno, chociaż wiem, że ktoś się o mnie martwi. Co do
nadopiekuńczości to nie będę tutaj wspominać o Wiktorii, ta kobieta jest
dopiero nie do wytrzymania, nie poznaję jej, cieszy się ciążą jak dziecko
spodziewające się siostrzyczki albo braciszka. Marc też jej powinien
sprezentować dzidzię.Z rozmyśleń wyrwała mnie mama stawiająca przede mną talerz
ze śniadaniem i kakao. Mmm, naleśniki z owocami mojej mamy, tego brakuje mi
najbardziej podczas ich nieobecności. Po zjedzeniu śniadania, odstanowiłam
talerz do zmywarki i poszłam na górę posprzątać w swoim pokoju. Przez ten czas
włosy zdążyły mi wyschnąć więc związałam je w luźnego koka. Miałam jeszcze
godzinę do przyjazdu Tello, więc włączyłam sobie w internecie mój ulubiony
serial i nawet nie wiem kiedy upłynął mi czas. Słyszałam, że Cristian rozmawia
na dole z moimi rodzicami, ale wolałam nie wiedzieć o czym, pewnie zasypywali
go pytaniami co mamy zamiar dalej zrobić i tak dalej. Szczerze mówiąc nie
chciałam myśleć o przyszłości, trochę się jej obawiałam. Ja z dzieckiem, Cristian
rozwijający karierę piłkarza, nie wyobrażam sobie tego. No ale jakoś to będzie.
Na dole przywitałam się z moim wybrankiem i udaliśmy się do samochodu. Droga do
centrum handlowego trwała z jakieś 20 minut, lecz wydawało mi się jakby trwała
ona z trzy godziny, strasznie mnie mdliło w aucie Cristiana, nie wiem czy to
przez ciążę, czy przez słodki odświeżacz samochodowy czy też przez mocną woń
drogich perfum mojego pięknego. Będąc na miejscu, udaliśmy się na poszukiwania
wygodnych dresów, trampek, i luźniejszych koszulek dla mnie, wolałam już kupić
to teraz, bo nie mam pewności kiedy znowu Cristian będzie miał tyle wolnego
czasu żeby się ze mną wybrać na zakupy. Zakupy zajęły nam z jakieś 2,5 godziny.
Przez ten cały czas Cris wydawał mi się jakiś dziwny, jakby coś przede mną
ukrywał, po powrocie do domu porozmawiam z nim o tym. Przed wyjazdem w drogę
powrotną udaliśmy się do restauracji na obiad.
-Na co masz
ochotę?-zapytałam
-Na Ciebie
-Cristian! Nie
jesteśmy sami!
-No co? Ale to prawda
-Jak będziesz
grzeczny to pomyślę w domu nad Twoją zachcianką-śmieje się
-Dobrze, będę
grzeczny jak aniołek, a teraz pójdę nam zamówić obiad
-Ale ja jeszcze nie
wybrałam
-Zaskoczę Cię
Zaśmiał się Cris i
wstał od stolika aby złożyć zamówienie. Po 25 minutach kelner przyniósł do
stolika wielką pizzę z naszymi ulubionymi dodatkami.
-Myślałam że
sportowiec nie je śmieciowego jedzenia-zaczęłam z niego żartować
-Ale sportowiec ma na
nie mega ochotę
-To może Ty jesteś w
ciąży a nie ja haha
-Oj mała, grabisz
sobie, nie gadaj tyle tylko wsuwaj
Pizza była pyszna,
przypomniała mi czasy kiedy jako 16 latki opychałam się nią z Wiktorią a potem
narzekałyśmy że jesteśmy grube. Po powrocie do domu, leżeliśmy razem z
Cristianem w moim łóżku. Nagle przypomniała mi się sytuacja z restauracji. Miał
na mnie ochotę. Zaczęłam go całować, trwało to krótką chwilę i zdjęłam z niego
jego białą obcisłą koszulkę, On zrobił to samo. Położył mnie na plecach i
zaczął całować po brzuchu. Było mi tak cudownie. Tą przyjemną chwilę przerwał
nam dzwonek w telefonie Crisa. Co tym razem, czy on zawsze musi dzwonić w
takiej chwili? Tello pośpiesznie odebrał telefon, nic nie mogłam zrozumieć z
jego rozmowy. Po odłożeniu telefonu na szafkę, wziął mnie na ręce, postawił na
podłodze i włożył na mnie prędzej zdjętą mi koszulkę.
-Musimy gdzieś jechać
-Co?! Ale jak? Tak
nagle? Stało się coś?
-Zobaczysz
-Cristian!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz