środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 17

(Wiktoria)
W ostatnim czasie tyle się dzieje, że nie jestem  w stanie nad tym wszystkim nadążyć. Znowu pokłóciłam się z Marcem o mojego i Natalii przyjaciela Kubę. Znamy się od dziecka i kupe lat przyjaźnimy nie mam zamiaru z tego rezygnować, bo mu się coś nie podoba. Niech lepiej spojrzy na swoje rozszalałe fanki. Na samą myśl o tamtej kłótni robię się nerwowa. Na szczęście szybko zdążyliśmy się pogodzić, kiedy dowiedzieliśmy się o wypadku Natalii i Cristiana. To było coś strasznego. Całe dnie spędzałam w szpitalu przy łóżku mojej przyjaciółki a Marc przy szpitalnym łóżku Crisa, nawet rezygnował z treningów żeby tylko spędzić z nim jak najwięcej czasu. Czego się nie robi dla przyjaciół. Pierwsze dni od wypadku były dla naszych gołąbeczków strasznie trudne. Cristian ma uraz kręgosłupa szyjnego czyli jest to dla niego spory problem, ponieważ przez dłuższy czas nie zagra na boisku, zaś Natalia miała zagrożoną ciążę o której decydowało parę pierwszych dni po wypadku. Lekarze robili wszystko co w ich mocy, żeby uratować jej dziecko. Na szczęście się im udało. Nie zniosła bym gdyby stała się im krzywda. Dzisiaj jest dzień w którym Natalia ma opuścić szpital. Jej narzeczony wyszedł już kilka dni temu więc jadę razem z nim i Marcem odebrać moją przyjaciółkę.
-Marc! Jesteś już gotowy? Za pół godziny ma przyjechać po nas Cristian!
-Jeny, wyluzuj. Zaraz schodzę na dół
Zabiję kiedyś tego faceta. Jak zwykle będziemy pewnie spóźnieni i Tello będzie musiał na nas czekać. Słyszę jak schodzi po schodach na dół i coś sobie mruczy pod nosem.
-Gadasz sam do siebie?
-Nie denerwuj mnie lepiej
-Haha, bo co mi zrobisz?
-Niegrzeczna się robisz. W nocy Cię trochę uspokoję. A teraz chodźmy do ogrodu bo zaraz będzie Cristian.

(Natalia)
Jestem już spakowana i siedzę na moim przeklętym szpitalnym łóżku. Przez te wszystkie dni znienawidziłam to miejsce tak bardzo jak tylko można. Czuję się strasznie zmęczona choć nie robiłam tu nic innego oprócz leżenia w wcześniej wspomnianym łóżku. Jestem w drugim miesiącu ciąży a już muszę na siebie bardzo uważać. Na szczęście mam wspaniałych przyjaciół i ukochanego mężczyznę. Jestem na siebie zła, że postanowiłam nie mówić nic rodzicom o wypadku i pobycie w szpitalu. Kiedy dzwonili okłamywałam ich, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jakoś będę musiała im o tym powiedzieć. Tylko jak? Przecież będą wściekli. Ale nie chciałam im dokładać zmartwień, bo wiem że mają dużo na głowie. Z rozmyśleń wyrywa mnie głos dobiegający z szpitalnego korytarza. Słyszę odbijający się od pustych białych ścian głos mojego przyszłego męża. Zalewa mnie fala ciepła. Jak dobrze go znowu słyszeć. Po upływie kilku sekund cała trójka jest w Sali szpitalnej.
-Zbieraj się mała, zabieram Cie do domu
-W końcu, nie wytrzymała bym tu ani minuty dłużej
-Już nie będziesz musiała- odezwała się Wiktoria, która mnie do siebie mocno przytuliła
-No jak to nie? A co będzie rodzić w domu?- zaczął żartować Marc
-Naprawdę mnie dzisiaj wkurzasz- zagroziła mu Wika
Czuję się o niebo lepiej kiedy opuszczam mury szpitala. Na dworze jest cudowna pogoda. Aż chce się żyć. Żegnamy się z przyjaciółmi i wsiadamy do naszego samochodu. Zanim zdążyliśmy ruszyć w drogę Cristian krótko rozmawiał o czymś z Marcem i Wiktorią.
-Kochanie, o czym rozmawialiście?
-Zaprosiłem ich do nas na jutrzejszy wieczór, posiedzimy, porozmawiamy, napijemy się czegoś, no Ty oczywiście nie, chyba że chodzi o sok
-Jasne, to świetny pomysł, stęskniłam się za nimi
Jedziemy znowu tą samą drogą co w dzień wypadku. Zaczynam panikować.
-Dlaczego znowu tu jedziemy? Źle mi się kojarzy…
-Wiem słoneczko wiem, ale to droga do naszego nowego domu, nic nie poradzimy
-Wiem, ale wytłumacz mi po co tam jedziemy?
-Od dzisiaj tam mieszkamy
-Słucham? Ale jak?
-Normalnie, przez Twój pobyt w szpitalu zorganizowałem wszystko z Wiką i Marcem oraz ekipą przeprowadzkową i już dom jest gotowy na nasze przybycie. Chce mieć Cię i nasze maleństwo cały czas przy sobie, żeby mieć pewność, że już nic więcej się wam nie stanie

Jestem szczęśliwa że możemy już całą trójką zamieszkać w naszym nowym pięknym domu. Przesypiam prawię całą podróż samochodem. Budzę się kiedy słyszę otwierające się drzwi samochodu i czuję jak Cristian bierze mnie na ręce i niesie do domu. Przecieram oczy i widzę przepiękny salon. Teraz już wiem, że dobrze być w domu.

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 16

(Natalia)
Już od dobrych 25 minut jedziemy ciemnym wieczorem po mokrej autostradzie. Nie mam pojęcia co się stało, ani gdzie i w jakim celu jedziemy, ponieważ Cristian nie chce nic mówić. Jestem strasznie zdenerwowana. Co się mogło wydarzyć? W mojej głowie zaczynają powstawać przeróżne scenariusze.
-Cris, czy możesz mi do cholery powiedzieć co jest powodem naszego nagłego wyjazdu?
-Spokojnie, nic się nie martw. Zapewniam Cię, że dowiesz się wszystkiego na miejscu
Dłoń mojego ukochanego spoczywa na moim udzie delikatnie mnie głaszcząc. Nawet jego subtelny dotyk nie jest w stanie uspokoić moich nerwów. W samochodzie panuje cisza, więc staram się skupić na falach przesyłanych z popularnej stacji radiowej. Mówią o wiadomościach z minionego dnia. Lubię wiedzieć co się dzieję na świecie, lecz akurat w tym momencie nie miałam ochoty na słuchanie niestosownych żartów prowadzącego radio. Po krótkiej chwili nacisnęłam jeden z przycisków na kokpicie i w aucie Crisa rozbrzmiała się spokojna muzyka. To ona po chwili mnie odprężyła. Oparłam głowę o zagłówek i zamknęłam oczy. Nasłuchiwałam odtwarzanej muzyki oraz kropel deszczu uderzających o szybę samochodu. Po chwili zasypiam.

(Cristian)
Cieszę się, że Natalia zasnęła. Bynajmniej nie będzie mnie więcej męczyła pytaniami o naszą nagłą podróż. Zasnęła dosyć szybko, więc musiała być zmęczona dzisiejszymi zakupami. Niech śpi, w jej stanie powinna dużo odpoczywać. W końcu nosi pod sercem mojego małego piłkarza, no albo piłkarkę. Mimo wszystko mam nadzieję, że to synek. Za trochę powinniśmy być już na miejscu. Zauważam jak Natalia zaczyna się trząść z zimna, więc podkręcam w samochodzie temperaturę i otulam ją swoją bluzą. Jeszcze by tego brakowało żeby mi zachorowała, muszę dobrze o nią dbać. Po 10 minutach jesteśmy już na miejscu. Budzę moją przyszłą żonę która słodko przeciera swoje duże oczy, odpinam jej pas i wychodzę z samochodu aby otworzyć jej drzwi. Biorę ją za rękę i prowadzę do celu.
-Cris, nic nie widzę, jest już bardzo ciemno
-O to chodzi mała
-Czy Ty chcesz mnie zgwałcić?-śmieje się
-Taa, to szczyt moich marzeń mądralo
Kiedy otwieram bramę, miejsce oświetla się masą lampek. Natalia zamiera.
-Co to jest?
-Dom
-Co on ma znaczyć?
-No jak to głuptasie co? Kupiłem go dla nas i dla naszego dziecka
-To jest jak sen
-Podoba Ci się?
-Nigdy nie widziałam piękniejszego

W jej oczach zbierają się łzy, przytulam ją mocno do siebie po czym unoszę jej brodę i delikatnie całuje. Godzinę zajmuje nam obejrzenie całego domu. Oboje jesteśmy nim zachwyceni. Zaczynamy planować, kiedy się do niego wprowadzić. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem sprawić swojej ukochanej tyle radości. Po obejrzeniu całej posiadłości, zamykam dużą bramę i udajemy się do samochodu. W drodze powrotnej deszcz pada jeszcze intensywniej niż wcześniej, więc postanawiam zjechać do jakiejś restauracji aby przeczekać nie korzystną pogodę. W restauracji zamawiamy kawę i ciepłe ciasto z lodami. Cały czas rozmawiamy o nowym domu, Natalia jest nim strasznie podekscytowana.  Po 20 minutowej przerwie postanawiamy dalej wyruszyć w drogę.

Tej nocy nie spałem zbyt dobrze. Budzę się cały obolały, a moje oczy nie potrafią przyzwyczaić się do porannego światła. Kiedy je powoli pocieram, słyszę hałas. Co u licha? Unoszę szybko powieki, a moim oczom ukazuję się mała, pusta sala szpitalna. Nie mam pojęcia co się dzieje i dlaczego tutaj jestem. Wpadam w panikę i zaczynam krzyczeć. Do mojej Sali wbiegają dwie przerażone pielęgniarki, które po chwili zaczynają mi tłumaczyć co się stało, a jedna z nich podaję mi zastrzyk, po którym robię się strasznie senny. Powieki mi opadają, a do uszy dociera szum, nie jestem w stanie nad tym zapanować. Nagle słyszę głos dobiegający z korytarza i okropny krzyk. Krzyk głosem mojej przyszłej żony.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 15

(Natalia)
Jestem już w szóstym tygodniu ciąży. Mój brzuch jest jeszcze niewielki, ale już go troszkę widać. Jestem szczęśliwa, ponieważ mieszczę się jeszcze w swoje ulubione rzeczy. Każdy mówi, że ciąża mi służy. Może mają racje, wydaję się być pogodniejsza i bardziej spokojna niż mam w zwyczaju. Ale spokojnie, to dopiero szósty tydzień, więc jeszcze dużo przede mną, zdążę pokazać swoje humorki. Już nawet chwilami je miewam przez nadopiekuńczość mojego narzeczonego. Z jednej strony to słodkie, jednak z drugiej zaczyna się robić po czasie irytujące. Cristian chciałby robić za mnie wszystko, tłumaczę mu, że ciąża to nie choroba. Jednak On i tak stawia na swoim. Jestem dzisiaj umówiona z nim na zakupy, ponieważ potrzebuję kilku nowych rzeczy. O 14 ma skończyć trening i po mnie przyjechać. Zegarek w moim pokoju wskazuję godzinę 10:30, więc mam jeszcze troszkę czasu. Od razu po wstaniu z łóżka, udałam się do łazienki aby wziąć gorący prysznic. Zrzuciłam z siebie spodenki od pidżamy i koszulkę klubową mojego ukochanego. Ciepły strumień wody zaczął spływać po moim ciele, namydliłam je żelem kokosowym i dokładnie spłukałam, potem umyłam włosy szamponem wzmacniającym i nałożyłam odżywkę, którą po chwili spłukałam. Po wyjściu z prysznica zrobiło mi się strasznie zimno, więc otuliłam się ciepłym od grzejnika ręcznikiem i zaczęłam się wycierać. Włosy rozczesałam i pozwoliłam im samym wyschnąć. Zarzuciłam na siebie biały przytulny szlafrok i udałam się do garderoby w celu wybrania jakiś ubrań. Po chwili byłam już ubrana. Wróciłam do łazienki umyć zęby, i nałożyć delikatny makijaż. Po wszystkich porannych czynnościach, zeszłam na dół, aby przygotować sobie coś do jedzenia. Wchodząc do kuchni usłyszałam dobiegający głos mamy z salonu
-Dzień dobry Kochanie, już wstałaś?
-Tak, muszę coś zjeść
-Ja Ci coś przygotuję, a Ty sobie posiedź
-Mamo, poradzę sobie
Nie zdążyłam nawet tego wypowiedzieć, a mama była już przy kuchennym blacie.
-Na co masz ochotę? Przepraszam, powinnam raczej zapytać na co macie ochotę.
-Na cokolwiek Mamuś
Siedziałam przy stole czekając na śniadanie i rozmawiałam z mamą, oczywiście zasypywała mnie pytaniami jak się czuję, jak rozwija się dziecko, jak z Crisem, itp. Od tygodnia są razem z tatą w domu, wtedy poinformowałam ich, że spodziewamy się dziecka. Od tamtej pory nie chcą nigdzie wyjeżdżać, żeby móc mieć mnie na oku, czyli następna nadopiekuńczość, tym razem ze strony rodziców. Trochę mnie to irytowało, no ale trudno, chociaż wiem, że ktoś się o mnie martwi. Co do nadopiekuńczości to nie będę tutaj wspominać o Wiktorii, ta kobieta jest dopiero nie do wytrzymania, nie poznaję jej, cieszy się ciążą jak dziecko spodziewające się siostrzyczki albo braciszka. Marc też jej powinien sprezentować dzidzię.Z rozmyśleń wyrwała mnie mama stawiająca przede mną talerz ze śniadaniem i kakao. Mmm, naleśniki z owocami mojej mamy, tego brakuje mi najbardziej podczas ich nieobecności. Po zjedzeniu śniadania, odstanowiłam talerz do zmywarki i poszłam na górę posprzątać w swoim pokoju. Przez ten czas włosy zdążyły mi wyschnąć więc związałam je w luźnego koka. Miałam jeszcze godzinę do przyjazdu Tello, więc włączyłam sobie w internecie mój ulubiony serial i nawet nie wiem kiedy upłynął mi czas. Słyszałam, że Cristian rozmawia na dole z moimi rodzicami, ale wolałam nie wiedzieć o czym, pewnie zasypywali go pytaniami co mamy zamiar dalej zrobić i tak dalej. Szczerze mówiąc nie chciałam myśleć o przyszłości, trochę się jej obawiałam. Ja z dzieckiem, Cristian rozwijający karierę piłkarza, nie wyobrażam sobie tego. No ale jakoś to będzie. Na dole przywitałam się z moim wybrankiem i udaliśmy się do samochodu. Droga do centrum handlowego trwała z jakieś 20 minut, lecz wydawało mi się jakby trwała ona z trzy godziny, strasznie mnie mdliło w aucie Cristiana, nie wiem czy to przez ciążę, czy przez słodki odświeżacz samochodowy czy też przez mocną woń drogich perfum mojego pięknego. Będąc na miejscu, udaliśmy się na poszukiwania wygodnych dresów, trampek, i luźniejszych koszulek dla mnie, wolałam już kupić to teraz, bo nie mam pewności kiedy znowu Cristian będzie miał tyle wolnego czasu żeby się ze mną wybrać na zakupy. Zakupy zajęły nam z jakieś 2,5 godziny. Przez ten cały czas Cris wydawał mi się jakiś dziwny, jakby coś przede mną ukrywał, po powrocie do domu porozmawiam z nim o tym. Przed wyjazdem w drogę powrotną udaliśmy się do restauracji na obiad.
-Na co masz ochotę?-zapytałam
-Na Ciebie
-Cristian! Nie jesteśmy sami!
-No co? Ale to prawda
-Jak będziesz grzeczny to pomyślę w domu nad Twoją zachcianką-śmieje się
-Dobrze, będę grzeczny jak aniołek, a teraz pójdę nam zamówić obiad
-Ale ja jeszcze nie wybrałam
-Zaskoczę Cię
Zaśmiał się Cris i wstał od stolika aby złożyć zamówienie. Po 25 minutach kelner przyniósł do stolika wielką pizzę z naszymi ulubionymi dodatkami.
-Myślałam że sportowiec nie je śmieciowego jedzenia-zaczęłam z niego żartować
-Ale sportowiec ma na nie mega ochotę
-To może Ty jesteś w ciąży a nie ja haha
-Oj mała, grabisz sobie, nie gadaj tyle tylko wsuwaj
Pizza była pyszna, przypomniała mi czasy kiedy jako 16 latki opychałam się nią z Wiktorią a potem narzekałyśmy że jesteśmy grube. Po powrocie do domu, leżeliśmy razem z Cristianem w moim łóżku. Nagle przypomniała mi się sytuacja z restauracji. Miał na mnie ochotę. Zaczęłam go całować, trwało to krótką chwilę i zdjęłam z niego jego białą obcisłą koszulkę, On zrobił to samo. Położył mnie na plecach i zaczął całować po brzuchu. Było mi tak cudownie. Tą przyjemną chwilę przerwał nam dzwonek w telefonie Crisa. Co tym razem, czy on zawsze musi dzwonić w takiej chwili? Tello pośpiesznie odebrał telefon, nic nie mogłam zrozumieć z jego rozmowy. Po odłożeniu telefonu na szafkę, wziął mnie na ręce, postawił na podłodze i włożył na mnie prędzej zdjętą mi koszulkę.
-Musimy gdzieś jechać
-Co?! Ale jak? Tak nagle? Stało się coś?
-Zobaczysz

-Cristian!

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 14

(Wiktoria)
Budzik stojący na nocnej szafce koło mojego łóżka wskazywał 9:50. Strasznie dobrze spałam tej nocy, pewnie jest to zasługa śpiącego nadal obok mnie Marca. Leżałam chwilę na boku wpatrując się w mojego mężczyznę, który wyraźnie się uśmiechał podczas snu. Miałam wielką ochotę złożyć namiętny pocałunek na jego uśmiechających się ustach, jednak nie miałam serca go obudzić. Po wstaniu z łóżka udałam się do garderoby po czyste ciuchy, a potem do łazienki w celu wzięcia gorącego prysznica. Po porannej toalecie, zeszłam po cichu po schodach aby przygotować wartościowe śniadanie dla mojego piłkarza. Postanowiłam zrobić dla niego omlet oraz musli z owocami, a do dużej szklanki nalałam sok pomarańczowy. Dla siebie natomiast przygotowałam świeżą bułkę z ciemnego pieczywa z chudym serkiem oraz zaparzyłam kawę z jedną łyżeczką cukru. Ze znajdującym się na tacy śniadaniem udałam się schodami do swojego pokoju, Marc nadal spał. Tace postawiłam na łóżku, natomiast jego pocałowałam czule w usta.
-Dzień dobry Kochanie
-Dzień dobry piękna
-Mam nadzieję że się wyspałeś, bo przyniosłam dla Ciebie pyszne śniadanko
-Jesteś cudowna, ale może zjemy potem?
Zaczął mnie delikatnie całować w usta, po szyi oraz po uchu. Jego dłoń wędrowała pod moją koszulą, a palce powoli rozpinały jej guziki.
-O nie mój drogi, teraz grzecznie zjesz śniadanie, skoczysz pod prysznic, ubierzesz się i pojedziemy razem na zakupy.
-Zakupy?-zapytał Marc ze skwaszoną miną
-Tak, muszę kupić coś do jedzenia jeśli chcesz dostawać takie pyszne śniadania do łóżka
Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie w policzek
-Więc tylko po to chcesz jechać?
-Nie, jeszcze muszę kupić prezent dla Natalii.
-Przecież nie ma urodzin
-Ale dzisiaj jest rocznica naszej przyjaźni
-Wy i te wasze święta-powiedział z kpiącą miną
-Nie czepiaj się tylko kończ to śniadanie i leć do łazienki
Po 40 minutach Marc był już gotowy do wyjścia. Jak zwykle wyglądał nieziemsko. Pojechaliśmy do ogromnego supermarketu, gdzie kupiłam wszystkie przydatne w kuchni produkty. Nie miałam pojęcia co mogę kupić swojej przyjaciółce, pomysły na prezenty wyczerpały mi się bardzo dawno. Chyba dałyśmy już sobie wszystko co tylko jest możliwe. Poszukiwania odpowiedniego prezentu trwały 1,5 godziny. Widziałam jak Marc zaczyna się denerwować.
-Wytrzymaj jeszcze trochę, zaraz na pewno coś znajdziemy.
-Dlaczego nie wybrałaś dla niej nic w poprzednich sklepach?
-Bo ten prezent musi być wyjątkowy, bo będzie to wyjątkowa rocznica, zobaczysz
W końcu u jednego z jubilerów zdecydowałam się na złotą bransoletkę z zawieszonym kryształowym serduszkiem, po wyczerpujących poszukiwaniach zdecydowaliśmy wybrać się na obiad do jednej z pobliskich restauracji. Była ona bardzo piękna. Wypełniały ją stoliki z białym obrusem i drogą zastawą oraz stojące obok nich białe krzesła. Marc postanowił zamówić dla nas kawior i białe wino. Co prawda nie przepadam za kawiorem, ale nie chciałam mu już się sprzeciwiać. Po upływie 20 minut kelner przyniósł nam zamówione przez nas danie. Byłam tak głodna, że nie zwracałam zbyt szczególnie uwagi na to czy mi potrawa smakuje czy też nie. Około godziny 15 byliśmy już w domu. Ja zaczęłam sprzątać, a mój chłopak poszedł pobiegać, ponieważ rano nie miał na to zbyt wiele czasu. Po 40 minutach dom lśnił a ja opadłam z sił. Jeszcze nigdy tak szybko tego nie zrobiłam, ale to dlatego, że nie chcę się spóźnić na spotkanie z przyjaciółmi. Postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel, więc poszłam do łazienki aby napełnić wannę wodą. Kiedy stałam rozebrana do łazienki wpadł zdyszany Marc. Było widać, że bieg był bardzo męczący.
-Mmm, cóż za widok. Już się rozbieram i wskakuję do Ciebie
Kilka sekund później siedziałam otulona białą pianą w ramionach mojego ukochanego, który dokładnie namydlił moje ciało i całował moją szyję oraz ramiona. Po przyjemnych wodnych pieszczotach oboje opuściliśmy łazienkę i założyliśmy na siebie wybrane ciuchy. Po raz pierwszy miałam okazję do włożenia nowej sukienki, którą dostałam na urodziny od rodziców. Marc natomiast włożył czarne rurki i czerwono czarną koszulę w kratę. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż i pofalowałam włosy. O godzinie 17 wyszliśmy z domu, Marc wystawił z garażu swój samochód i powoli pojechaliśmy do domu Natalii, gdyż kolacja miała dopiero odbyć się na 17:30. Chyba pierwszy raz wyrobiliśmy się przed czasem. Po 20 minutach byliśmy na miejscu, drzwi otworzył nam Cristian, który przywitał nas szerokim uśmiechem, przytulił mnie swoim silnym ramieniem oraz zbił piątkę z Marcem. Natalia stawiała akurat na stole główne danie i podpaliła na nim świeczki. Wszystko wyglądało bardzo pięknie, tak samo jak Ona. Wyglądała już o niebo lepiej odkąd ostatnio ją widziałam. Była taka spokojna i promienna. Natomiast jej przeciwieństwem był Cris, który latał po domu jak poparzony. Co mu się stało? Nigdy go nie widziałam takiego. Był szczęśliwy i narwany jak 5 letni chłopiec. Po chwili już wszyscy razem siedzieliśmy w salonie i spożywaliśmy kolację. Spokojny nastrój przerwał głos Cristiana zwracającego się prosząco do mojej przyjaciółki.
-No mogę już? Proszę, proszę, proszę!
-Okej wariacie, możesz.
-A więc, Wiktorio, Marcu, ta najpiękniejsza istota która siedzi obok mnie i którą kocham nad życie zgodziła się zostać moją żoną
Ucieszyłam się jak dziecko i szybko im pogratulowałam, miło widzieć ich takich szczęśliwych.
-Ej ej, ale to nie wszystko, moja przyszła żona, ma właśnie w brzuszku moje miesięczne maleństwo.

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 13

(Cristian)

Ze snu wyrwało mnie pragnienie dostarczenia swojego organizmowi choćby najmniejszej dawki wody. W ciemnej przestrzeni szukałem stojącej koło łóżka butelki z wodą mineralną. Oh, jaka ulga. Po wypiciu sporej ilości, spojrzałem na telefon aby sprawdzić ile snu mi pozostało. Odetchnąłem z ulgą, ponieważ była dopiero 4 nad ranem. Byłem zdziwiony, że spałem tak krótko a czułem się dosyć wypoczęty, mimo wszystko postanowiłem jeszcze pospać. Tym razem spałem niespokojnie, pewnie wywołało to moje zamartwianie się telefonami od Natalii. Otrzeźwiałem, więc zdałem sobie sprawę z tego jak nabroiłem. Wiem jak bardzo nie lubi kiedy nie odbieram. Zresztą, gdybym był na jej miejscu pewnie dostałbym do głowy. Ponowie obudziłem się o godzinie 8 rano, wziąłem szybki, zimny prysznic, który postawił mnie na nogi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz cieszyłem się tak z wziętej kąpieli. Osuszyłem ciało, wskoczyłem w czyste ciuchy, ułożyłem włosy oraz wyszczotkowałem zęby. Wiedziałem, że mój żołądek nie jest w stanie zjeść żadnego przyzwoitego śniadania, które jest moją codzienną dietą. Postanowiłem zjeść tylko jogurt i wypić gorącą zieloną herbatę. Przy konsumowaniu posiłku rozmawiałem z kumplami z drużyny o wczorajszym wieczorze. Tak, zdecydowanie nas poniosło. Po minie trenera wiedzieliśmy, że nie jest zadowolony, więc cały team przygotował się na konkretny trening po powrocie. Kiedy wróciłem do pokoju spakowałem swoją walizkę i zebrałem się na odwagę aby oddzwonić do swojej ukochanej. Po kilku sygnałach usłyszałem utęskniony głos swojej dziewczyny:
-Cześć Cris
Jej głos był surowy i wiedziałem, że jest strasznie zła.
-Hej Skarbie, tęskniłaś?
-Tęskniłam-odpowiedziała chłodno
-Przepraszam, że wczoraj nie odbierałem, ale wyszliśmy z chłopakami do restauracji uczcić zwycięstwo.
-Jasne, rozumiem
-Stało się coś?
-Nie
-Na pewno?
-Cris, porozmawiamy jak wrócisz
-Dobrze, za kilka godzin u Ciebie będę najukochańsza
-Czekam na Ciebie, uważaj na siebie
Po tych słowach nasza rozmowa się zakończyła. A ja zabrałem walizkę i udałem się na dół aby oddać kartę od pokoju i dołączyć do reszty mojej drużyny. Kiedy wszyscy opuścili swoje pokoje, zostaliśmy autobusem odwiezieni na lotnisko.

(Natalia)

Nie widziałam Cristiana ponad tydzień, strasznie mi go brakuje.  A teraz mam wrażenie, że potrzebuje go jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Już upłynął prawie miesiąc od kiedy wylegiwaliśmy się na Chorwackim słońcu. Jak ten czas szybko leci. Szkoda, że nie upływa tak szybko kiedy nie ma obok mnie Crisa. Wtedy nawet dzień może być wiecznością. No ale za kilka godzin ma się u mnie pojawić. Musze z nim porozmawiać. Jestem na niego strasznie zła, że nie odbierał moich wczorajszych telefonów. Chciałam go chociaż na sekundę usłyszeć. Moich rodziców od dwóch dni znowu nie ma w domu, nawet nie wiem kiedy wrócą, doskwiera mi samotność i chcę go tu jak najszybciej. Dobrze, że ostatnio Wiktoria poświęca mi każdą wolną chwilę, inaczej bym zwariowała. Podekscytowana powrotem mojego chłopaka już od rana krzątam się po domu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Postanowiłam wziąć odprężającą kąpiel, może w ten sposób zabije jakoś czas. Siedząc w wannie rozmyślałam o rozmowie którą muszę przeprowadzić z moim ukochanym. Cieszy mnie fakt, że wraca do domu lecz postanowiłam mu tego nie okazywać, muszę mu pokazać , że nie wybaczam tak łatwo. Bo znając życie, wróci, zrobi swoją słodką minkę i cała się rozpłynę zapominając, że wczoraj strasznie byłam na niego wkurzona. W sumie nadal jestem. O nie Cristianie, tak nie będzie. Udowodnię Ci, że też jestem twarda. Po opuszczeniu łazienki, udałam się do garderoby w celu wybrania jakich wygodnych ciuchów.Następnie udałam się do kuchni aby zjeść coś pożywnego ponieważ byłam strasznie głodna. Po przeglądzie mojej lodówki byłam zmuszona do zamówienia jedzenia z restauracji. Muszę się wybrać na jakieś zakupy. Brak mamy oznacza brak jedzenia. Po dwukrotnym przejrzeniu ulotki zdecydowałam się na sałatkę z serem feta i grzankami. Byłam dumna z mojego wyboru, ponieważ zazwyczaj zamawianie żarcia kończy się pizzą. Czekając na dostawę, oglądałam mój ulubiony serial w telewizji, a w moim brzuchu burczało coraz bardziej. Zaraz nie wytrzymam, jestem cholernie głodna. W końcu rozległ się oczekiwany dzwonek do drzwi i ujrzałam w nich dostawcę z styropianowym pudełkiem w którym znajdowała się moja sałatka, którą po krótkiej chwili zajadałam się na kanapie, była naprawdę smaczna. Odpoczywając przed telewizorem, zaczęłam robić się senna i po chwili odpłynęłam. Spało mi się niesamowicie dobrze.Nagle zaczęłam odczuwać pocałunki na swoim czole oraz włosach. Kiedy otworzyłam oczy ukazała mi się piękna postać mojego wybranka. Wyglądał na zmęczonego, ale to pewnie przez treningi, mecz, podróż, no i wczorajszą imprezkę, o której zaraz z nim porozmawiam.
-Witaj piękna, nie chciałem Cię obudzić, ale już dłużej nie mogłem wytrzymać żeby Cię nie dotknąć
-Długo tu jesteś?
-Z pół godzinki, tak słodko spałaś
-Nie podlizuj się, mamy do pogadania-starałam się być surowa choć w głębi cieszyłam się jak dziecko otrzymujące nową zabawkę
-Porozmawiamy, ale najpierw daj mi się sobą nacieszyć
Cristian w tej chwili położył się koło mnie, i zaczął mocno przytulać oraz czule całować. Boże, ja nie potrafię się na niego gniewać. W tej chwili byłam gotowa wybaczyć mu wszystko, liczyło się tylko, że był tu obok mnie.
-Tak bardzo mi Ciebie brakowało
-Mi Ciebie też Kochanie-powiedziałam smutnym głosem
Jego twarz spoważniała i automatycznie usiadł na łóżku a ja zaraz za nim.
-Ej mała coś jest nie tak?

-Cris, my naprawdę musimy porozmawiać…

środa, 4 marca 2015

Rozdział 12

(Cristian)

Nie mogę doczekać się wylotu z Madrytu. Jestem wykończony wyczerpującymi treningami oraz ważnym meczem. Jednak nasze wysiłki nie poszły na marne, ponieważ nasza drużyna triumfowała. Od dawna wiadomo, kto w Hiszpanii jest najlepszy. Jednak fakt odpoczynku nie cieszył mnie najbardziej, jednym, jedynym powodem dla którego spieszyło mi się do domu była moja ukochana. Wstałem z łóżka dzisiaj wyjątkowo późno, w końcu należał mi się jeden dzień laby. Po opuszczeniu miękkiego hotelowego łóżka udałem się pod prysznic, gdzie namydliłem ciało orzeźwiającym żelem pod prysznic , następnie je dokładnie spłukałem i zabrałem się za pielęgnację swoich włosów. Po kąpieli, wskoczyłem w szarą koszulkę i jeansy, oraz wysuszyłem i wystylizowałem włosy. Postanowiłem zrobić sobie zdjęcie i wysłać je Natalii z dopiskiem „Jutro się widzimy! Bądź grzeczna, kocham Cię. Cristian”. Z rozmyślania o mojej dziewczynie wyrwał mnie przyjaciel, który właśnie wpadł do mnie do pokoju, oczywiście bez pukania.
-Dawaj stary, lecimy coś wszamać, jestem strasznie głodny- mówił Marc rozwalony na moim łóżku
-O tak, dobry pomysł
-Ja zawsze mam dobre pomysły
-No powiedzmy, i zabieraj dupę z mojego łóżka
-Wiem, że uwielbiasz mój tyłek-śmiał się Marc
-W tej chwili to ja uwielbiam bardziej jaki kolwiek posiłek od Ciebie całego
Po przekomarzaniu się z najlepszym ziomkiem udaliśmy się do jadalni aby zjeść coś pożywnego. Jedząc nasze śniadanie podeszły do nas dwie dziewczyny, które zaprosiły nas wieczorem na imprezę. Doskonale wiedzieliśmy, że nie możemy pokazać się na imprezie na której będą same młode dziewczyny. Od razu wywołało by to aferę w mediach, na samą myśl widzę nagłówki gazet, ale jeszcze większą aferę wywołało by u naszych kobiet. Dlatego woleliśmy zrezygnować. Jednak po chwili rozmowy z Marcem na temat imprez uznaliśmy, że należy nam się jakaś rozrywka, aby oderwać się od ciężkiej harówki na boisku. Postanowiliśmy z kumplami z klubu wybrać się wieczorem do jakiegoś baru, aby opić nasze zwycięstwo, w końcu to ostatnia noc w Madrycie, a jutro rano wylatujemy. Po powrocie do pokoju, tym razem to ja rozłożyłem się na łóżku i oglądałem telewizję. Na ekranie mojego telefonu widniała wiadomość od Natalii „Jestem grzeczna. Wracaj szybko Kochanie”. Po odczytaniu od razu zmiękło mi serce i poczułem potrzebę bycia przy niej. Tak bardzo za nią tęsknie. Przez cały wyjazd mało się do mnie odzywała, ale pewnie nie chciała mi przeszkadzać, przywykła do tego, że nie mam zbyt wiele wolnego czasu podczas wyjazdów drużynowych, na tę myśl zrobiło mi się przykro, wiem że Ona również za mną strasznie tęskni, a ja jestem tak daleko. Ale cóż, taka praca, nie mogłem nic z tym zrobić. Przez moje rozmyślenia mój imprezowy nastrój uległ zmianie, nie byłem pewien czy chcę gdziekolwiek wychodzić. O godzinie 18 przyszedł po mnie wyszykowany Marc.
-To co? Gotowy na zabawę?
-Wiesz… Ja chyba zostanę w hotelu.
-Słucham? Nie chce nawet tego słyszeć, daje Ci 10 minut i masz być gotowy do wyjścia, bo jak nie porozmawiamy inaczej przyjacielu.
-Okej, okej daj mi chwilę.

Wiedziałem, że nie da się przegadać, więc nawet nie było najmniejszego sensu się z nim wykłócać. Po upłynie 15 minut byłem gotowy do wyjścia. Włożyłem na siebie białą koszulę z podwiniętymi rękawami, którą umieściłem w czarnych rurkach, a na nogi wrzuciłem białe Air Force. Po 20 minutach dotarliśmy paczką do pobliskiej restauracji, w której od razu zamówiliśmy kolejkę i najdroższe drinki. Ani chwili nie żałowałem, że mój przyjaciel mnie namówił do wyjścia. Ten wieczór nam sprzyjał. Zamówiliśmy jeszcze parę kolejek i następne drinki. Tym oto sposobem opijaliśmy wygraną do 1 w nocy. Mało kto z nas miał siłę aby wrócić do hotelu na własnych nogach, więc zamówiliśmy taksówkę. Po dotarciu każdy rozszedł się do swojego pokoju. Złapałem za komórkę aby sprawdzić, która jest godzina. Wyświetlacz ukazał mi 01:40 oraz  5 nieodebranych połączeń od Natalii. Postanowiłem oddzwonić do niej od razu jak się obudzę, gdyż teraz pewnie śpi i nie chcę rozmawiać z nią w takim stanie. Nie mając siły na kąpiel zrzuciłem z siebie ciuchy i położyłem się do łóżka. Układając się w świeżej pościeli usłyszałem dźwięk wiadomości w moim iPhonie. Starając się odczytać wiadomość oślepiała mnie jasność wyświetlacza. „Mam nieodebrane od Wiktorii, chyba mamy przesrane”. To od Marca. Odpisałem tylko krótkim „Tak, mamy”, po czym zapadłem w głęboki sen.

sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 11

(Wiktoria)

Minęły już dwa tygodnie od powrotu z Chorwacji. Od tamtej pory widziałam się z Marcem tylko trzy razy. Jego drużyna miała ważne wyjazdy przez ostatni czas, dlatego zaczęła doskwierać mi tęsknota za moim ukochanym. Niestety nie mogłam nic z tym zrobić, oprócz wykonania do niego telefonu, lecz nie zawsze też mógł rozmawiać. Mimo wszystko, starałam się w spokoju wyczekiwać powrotu mojego chłopaka. Niestety moja niecierpliwość nie chciała ze mną współpracować. Dzwoniłam do niego jak wariatka, pomimo świadomości, że nie odbierze, bo akurat bierze udział w konferencji prasowej. Po 15 minutach dzwonienia dotarło do mnie, ze to na nic. Przecież gdyby mógł to by odebrał-pomyślałam. Nie chcąc siedzieć samej w domu, przebrałam się, wsiadłam w samochód i pojechałam odwiedzić mojego przyjaciela Kubę. Oh, gdyby Marc tylko wiedział. Pewnie wróciłby szybciej niż się tego mogę spodziewać-zaśmiałam się. Po 10 minutowej podróży, znajdowałam się pod domem mojego przyjaciela. Jego dom był bardzo nowoczesny, ale to dlatego, że jego rodzice są architektami. Zadzwoniłam do drzwi, które po kilku sekundach otworzył mi Kuba. Wyglądał bardzo ładnie. Przywitał mnie mega uściskiem i  zaprowadził do salonu, gdzie rozmawiając piliśmy kawę, za którą nie przepadam, ale w jego domu zawsze mi smakuje.
-No to opowiadaj, co u Ciebie słychać?-zapytał
-Wszystko w porządku, ostatnio wróciliśmy z wakacji w Chorwacji, bardzo tam wypoczęłam, szkoda że nie było Cię tam z nami.
-Nie wiem jak Marc i Cristian by to znosili
-Przestań, nie mają Ci nic do zarzucenia. Po prostu nie mieliście okazji się bliżej poznać i jak to chłopacy są o nas zazdrośni, też byś był o swoją dziewczynę, gdyby miała dwóch przyjaciół rodzaju męskiego
-Pewnie tak-mówił Kuba zapatrzony w jeden punkt
-A tak apropo, to jak Twoje sprawy sercowe? Znalazła się jakaś szczęściara?
-Niee, wiesz, że na razie nikogo nie chce- odpowiedział gniewnie
-A Paulina? Natalia zauważyła was jednego razu u Ciebie w ogrodzie
-Tak tylko rozmawialiśmy, nie można tylko pogadać?
-Można, nie musisz się tak denerwować
-Przepraszam, ale za każdym razem kiedy rozmawiamy to Ty czy Natalia wypytujecie czy kogoś sobie znalazłem
-Chcemy tylko żebyś był szczęśliwy-zaczęłam się tłumaczyć
-Jestem szczęśliwy
Wiedziałam, że dalej nie mogę drążyć tego tematu, bo zaczęli byśmy się kłócić, a tego nie chciałam. Jednak nie mogę zrozumieć co go tak rozzłościło. Ja tylko zapytałam. No ale cóż, babska ciekawość nie zna granic. Pozostały czas upłynął nam na rozmowie o wakacjach. Ponieważ moje urodziny wypadły w czasie urlopu, Kuba podczas wizyty w jego domu wręczył mi prezent urodzinowy. Był to piękny złoty łańcuszek ze znakiem nieskończoności. Mogłam się tego spodziewać przyjeżdżając tutaj, co roku kupujemy sobie prezenty. Lecz całkiem wyleciały mi te urodziny z głowy. Pewnie dlatego, że ciągle myślałam o moim ciężko pracującym piłkarzu. Kuba zaproponował mi czy pojadę z nim do centrum handlowego, ponieważ chciał kupić sobie nowe ciuchy na siłownię. Zgodziłam się i po pół godzinie byliśmy pochłonięci poszukiwaniem odpowiedniego stroju. Po zakończeniu dwu godzinnych poszukiwań wywnioskowałam, że chyba już wiem dlaczego Marc nie chce chodzić ze mną na zakupy. Jeżeli jestem tak wybredna w ubraniach jak Kuba (a pewnie jestem) to można by było ze mną zwariować. Na szczęście na takie wyprawy mam swojego wiernego, niezawodnego kompana, a mianowicie Natalię. Myśląc o mojej przyjaciółce, postanowiłam do niej zadzwonić i zapytać co słychać. Wyszperałam w swojej ulubionej torebce komórkę i wybrałam numer przyjaciółki. Po kilku sygnałach usłyszałam jej sekretarkę. Zaniepokoiło mnie to, ponieważ zawsze ode mnie odbiera, no chyba, że jest z Crisem ale On również jest na wyjeździe wraz z drużyną. Dlaczego nikt dzisiaj nie odbiera ode mnie telefonu? Czyżby nie chciała ze mną rozmawiać? To nie w jej stylu. Po kilku próbach w głośniku mojego telefonu usłyszałam zachrypnięty od płaczu głos mojej przyjaciółki, która prosiła mnie abym do niej jak najszybciej przyjechała.