(Wiktoria)
W końcu nadszedł
wyczekiwany przeze mnie i moich przyjaciół dzień. Dzień naszych wymarzonych
wakacji. Wstałam dość wcześnie żeby mieć czas na wszystkie czynności które
musiałam wykonać przed wyjazdem. Po przebudzeniu leżałam na pościelonym łóżku w
swoim pokoju i wyobrażałam sobie wspólnie spędzony czas z moim wybrankiem w tak
pięknym miejscu do którego mamy się udać. Tak się rozmarzyłam, że kiedy
spojrzałam na zegar była godzina 10:30, więc się zerwałam i szybko pobiegłam
pod prysznic. Po porannej kąpieli wskoczyłam w wygodne ciuchy i poszłam zrobić
sobie jakieś śniadanie. Po zjedzonym posiłku, wyjęłam swoją walizkę i zaczęłam
się pakować. Nienawidziłam tego robić. Zawsze nie wiedziałam co ze sobą zabrać,
ale to chyba każda kobieta ma taki problem, nie tylko ja. Weszłam do swojej
garderoby i popatrzyłam co jeszcze mogę wcisnąć do wielkiej czarnej walizy. Po
analizie swojej szafy, wzięłam jeszcze ciepłą bluzę i stwierdziłam, że mam już
wszystko co będzie mi w Chorwacji potrzebne. Pakowanie się zajęło mi niecałe 2
godziny, to i tak dobry czas jak na mnie, kiedyś zajmowało mi to o wiele więcej
czasu. Postanowiłam wykonać telefon do Natalii aby zapytać jak idą jej
przygotowania. Moja przyjaciółka oznajmiła mi, że jeszcze się za to nie
zabrała, ponieważ była z rodzicami na obiedzie u babci, która kończyła dzisiaj
75 urodziny. Na myśl o babcinym obiedzie zaburczało mi w brzuchu. Usłyszałam nagle, że ktoś wchodzi na górę po
schodach. Otworzyły się drzwi od mojego pokoju i ujrzałam mojego wspaniałego
piłkarza.
-Cześć mała-
przyciągnął mnie i pocałował Marc
-A co tam chowasz za
plecami?-zapytałam zaciekawiona
Marc wyjął zza swoich
umięśnionych pleców, dwa plastikowane opakowania, w których znajdowało się
jedzenie z naszej ulubionej chińskiej restauracji.
-Czytasz mi w
myślach? Przed chwilą byłam głodna a tu proszę taka niespodzianka.
-Ty zawsze jesteś
głodna, więc nie było ciężko Cię uszczęśliwić-żartował mój chłopak
Kiedy spożywaliśmy
razem posiłek rozmawialiśmy o dzisiejszym wyjeździe. Marc oznajmił mi, że jest
już spakowany, a jego walizka znajduje się u niego w samochodzie. To oznaczało,
że do samego wyjazdu spędzimy razem czas u mnie w domu, co bardzo mnie
uszczęśliwiło.
(Natalia)
Do wylotu samolotu
zostało tylko 6 godzin, a ja wraz z rodzicami byliśmy jeszcze w drodze do
naszego domu. Moja babcia obchodzi dzisiaj 75 urodziny stąd te całe
zamieszanie. Nie spodziewałam się dzisiaj tego obiadu, myślałam, że pojedziemy
tylko na tradycyjną kawę i ciasto, ale jak to u babci wizyta się przeciągnęła.
Mogłam się tego spodziewać i zacząć pakować się już wczoraj. No ale cóż, nie
warto jest obwiniać się za coś czego się nie zrobiło, więc zaczęłam myśleć od czego
zacząć kiedy wrócę do domu. Oczywiście głównym priorytetem było spakowanie
wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy. Mniej więcej wiedziałam co ze sobą
zabrać, więc nerwy mi odpuściły. Gorzej gdybym dopiero się zastanawiała co
wziąć a czego nie. Po upływie 20 min byliśmy na miejscu. Po przekroczeniu progu
mojego domu od razu udałam się do swojego pokoju i wzięłam do ręki walizkę.
Spakowałam w nią wszystko co zaplanowałam i jeszcze kilka dodatkowych rzeczy.
Wskazówki zegara wskazywały godzinę 16:30 więc miałam jeszcze chwilę dla
siebie. Na lotnisko mieliśmy wyjechać o godzinie 18. Korzystając z chwili
wolnego czasu postanowiłam wziąć prysznic aby trochę ochłonąć z tych wszystkich
emocji towarzyszących mi przed wyjazdem. Po chłodnym prysznicu zorientowałam się,
że nie zabrałam ze sobą do łazienki żadnych czystych ubrań, więc owinięta tylko
ręcznikiem wpadłam do swojego pokoju. Moim oczom ukazał się mój chłopak
siedzący na moim łóżku.
-Łoooł kochanie, skąd
wiedziałaś że tu jestem- zaczął się śmiać Cristian
-Właśnie nie
wiedziałam, tylko zapomniałam rzeczy do łazienki i chciałam iść szybko do
garderoby, żeby coś wybrać.
Kiedy to mówiłam Cris
posadził mnie sobie na kolanach i zaczął mnie całować, nie ukrywając bardzo mi
się to podobało, lecz wiedziałam, że gdyby się rozkręciło to bylibyśmy oboje
spóźnieni. Z bólem serca przerwałam nasz namiętny pocałunek.
-Skarbie, nie mamy
czasu, muszę jeszcze zrobić kilka rzeczy
-Dobrze leć, jeszcze
się sobą nacieszymy przez te dni
Oboje udaliśmy się do
mojej garderoby, aby wybrać dla mnie jakieś ciuchy, szybko w nie wskoczyłam,
wyszczotkowałam zęby i upięłam włosy w kitka. Byliśmy gotowi. Cristian zniósł
moją walizkę na dół, a ja zabrałam nam coś do jedzenia na drogę. Pożegnaliśmy
się z moimi rodzicami po czym pojechaliśmy z kierowcą Crisa na lotnisko. Tam
czekali na nas Wika z Marcem. Po odprawie zajęliśmy miejsca w samolocie. Podróż
zajęła nam około 3 godzin. Chwilę po starcie zasnęłam na ramieniu mojego
ukochanego, obudził mnie, gdy byliśmy już na miejscu. Nasz hotel znajdował się
40 minut od lotniska, więc w czwórkę cisnęliśmy się w taksówce razem z naszymi
bagażami. Choć było strasznie ciasno to dało dużo śmiechu, gdy chłopacy zaczęli
nabijać się z przechodnich, który wpatrywali się w nich jak w obrazek. No cóż,
nie każdy jest przyzwyczajony jak ja czy Wiktoria do widoku takich gwiazd piłki jak oni. Gdy dotarliśmy do hotelu, nasi Panowie poszli do rejestracji a
my rozejrzałyśmy się po 6 gwiazdkowym hotelu. Był naprawdę piękny. Kiedy
otrzymaliśmy kluczki do pokoi stwierdziliśmy, że dzisiaj już nigdzie nie
wychodzimy, tylko idziemy odespać podróż, ponieważ każdy z nas był zmęczony. Nasze
pokoje znajdowały się na tym samym piętrze. Nasz pokój miał numer 245, a pokój Wiki
i Marca 250. Po rozpakowaniu walizek, wzięliśmy razem kąpiel po czym zasnęliśmy
wtuleni w swoje ciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz