poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 6

(Wiktoria)

W końcu nadszedł wyczekiwany przeze mnie i moich przyjaciół dzień. Dzień naszych wymarzonych wakacji. Wstałam dość wcześnie żeby mieć czas na wszystkie czynności które musiałam wykonać przed wyjazdem. Po przebudzeniu leżałam na pościelonym łóżku w swoim pokoju i wyobrażałam sobie wspólnie spędzony czas z moim wybrankiem w tak pięknym miejscu do którego mamy się udać. Tak się rozmarzyłam, że kiedy spojrzałam na zegar była godzina 10:30, więc się zerwałam i szybko pobiegłam pod prysznic. Po porannej kąpieli wskoczyłam w wygodne ciuchy i poszłam zrobić sobie jakieś śniadanie. Po zjedzonym posiłku, wyjęłam swoją walizkę i zaczęłam się pakować. Nienawidziłam tego robić. Zawsze nie wiedziałam co ze sobą zabrać, ale to chyba każda kobieta ma taki problem, nie tylko ja. Weszłam do swojej garderoby i popatrzyłam co jeszcze mogę wcisnąć do wielkiej czarnej walizy. Po analizie swojej szafy, wzięłam jeszcze ciepłą bluzę i stwierdziłam, że mam już wszystko co będzie mi w Chorwacji potrzebne. Pakowanie się zajęło mi niecałe 2 godziny, to i tak dobry czas jak na mnie, kiedyś zajmowało mi to o wiele więcej czasu. Postanowiłam wykonać telefon do Natalii aby zapytać jak idą jej przygotowania. Moja przyjaciółka oznajmiła mi, że jeszcze się za to nie zabrała, ponieważ była z rodzicami na obiedzie u babci, która kończyła dzisiaj 75 urodziny. Na myśl o babcinym obiedzie zaburczało mi w brzuchu.  Usłyszałam nagle, że ktoś wchodzi na górę po schodach. Otworzyły się drzwi od mojego pokoju i ujrzałam mojego wspaniałego piłkarza.
-Cześć mała- przyciągnął mnie i pocałował Marc
-A co tam chowasz za plecami?-zapytałam zaciekawiona
Marc wyjął zza swoich umięśnionych pleców, dwa plastikowane opakowania, w których znajdowało się jedzenie z naszej ulubionej chińskiej restauracji.
-Czytasz mi w myślach? Przed chwilą byłam głodna a tu proszę taka niespodzianka.
-Ty zawsze jesteś głodna, więc nie było ciężko Cię uszczęśliwić-żartował mój chłopak
Kiedy spożywaliśmy razem posiłek rozmawialiśmy o dzisiejszym wyjeździe. Marc oznajmił mi, że jest już spakowany, a jego walizka znajduje się u niego w samochodzie. To oznaczało, że do samego wyjazdu spędzimy razem czas u mnie w domu, co bardzo mnie uszczęśliwiło.

(Natalia)

Do wylotu samolotu zostało tylko 6 godzin, a ja wraz z rodzicami byliśmy jeszcze w drodze do naszego domu. Moja babcia obchodzi dzisiaj 75 urodziny stąd te całe zamieszanie. Nie spodziewałam się dzisiaj tego obiadu, myślałam, że pojedziemy tylko na tradycyjną kawę i ciasto, ale jak to u babci wizyta się przeciągnęła. Mogłam się tego spodziewać i zacząć pakować się już wczoraj. No ale cóż, nie warto jest obwiniać się za coś czego się nie zrobiło, więc zaczęłam myśleć od czego zacząć kiedy wrócę do domu. Oczywiście głównym priorytetem było spakowanie wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy. Mniej więcej wiedziałam co ze sobą zabrać, więc nerwy mi odpuściły. Gorzej gdybym dopiero się zastanawiała co wziąć a czego nie. Po upływie 20 min byliśmy na miejscu. Po przekroczeniu progu mojego domu od razu udałam się do swojego pokoju i wzięłam do ręki walizkę. Spakowałam w nią wszystko co zaplanowałam i jeszcze kilka dodatkowych rzeczy. Wskazówki zegara wskazywały godzinę 16:30 więc miałam jeszcze chwilę dla siebie. Na lotnisko mieliśmy wyjechać o godzinie 18. Korzystając z chwili wolnego czasu postanowiłam wziąć prysznic aby trochę ochłonąć z tych wszystkich emocji towarzyszących mi przed wyjazdem. Po chłodnym prysznicu zorientowałam się, że nie zabrałam ze sobą do łazienki żadnych czystych ubrań, więc owinięta tylko ręcznikiem wpadłam do swojego pokoju. Moim oczom ukazał się mój chłopak siedzący na moim łóżku.
-Łoooł kochanie, skąd wiedziałaś że tu jestem- zaczął się śmiać Cristian
-Właśnie nie wiedziałam, tylko zapomniałam rzeczy do łazienki i chciałam iść szybko do garderoby, żeby coś wybrać.
Kiedy to mówiłam Cris posadził mnie sobie na kolanach i zaczął mnie całować, nie ukrywając bardzo mi się to podobało, lecz wiedziałam, że gdyby się rozkręciło to bylibyśmy oboje spóźnieni. Z bólem serca przerwałam nasz namiętny pocałunek.
-Skarbie, nie mamy czasu, muszę jeszcze zrobić kilka rzeczy
-Dobrze leć, jeszcze się sobą nacieszymy przez te dni
Oboje udaliśmy się do mojej garderoby, aby wybrać dla mnie jakieś ciuchy, szybko w nie wskoczyłam, wyszczotkowałam zęby i upięłam włosy w kitka. Byliśmy gotowi. Cristian zniósł moją walizkę na dół, a ja zabrałam nam coś do jedzenia na drogę. Pożegnaliśmy się z moimi rodzicami po czym pojechaliśmy z kierowcą Crisa na lotnisko. Tam czekali na nas Wika z Marcem. Po odprawie zajęliśmy miejsca w samolocie. Podróż zajęła nam około 3 godzin. Chwilę po starcie zasnęłam na ramieniu mojego ukochanego, obudził mnie, gdy byliśmy już na miejscu. Nasz hotel znajdował się 40 minut od lotniska, więc w czwórkę cisnęliśmy się w taksówce razem z naszymi bagażami. Choć było strasznie ciasno to dało dużo śmiechu, gdy chłopacy zaczęli nabijać się z przechodnich, który wpatrywali się w nich jak w obrazek. No cóż, nie każdy jest przyzwyczajony jak ja czy Wiktoria do widoku takich gwiazd piłki jak oni. Gdy dotarliśmy do hotelu, nasi Panowie poszli do rejestracji a my rozejrzałyśmy się po 6 gwiazdkowym hotelu. Był naprawdę piękny. Kiedy otrzymaliśmy kluczki do pokoi stwierdziliśmy, że dzisiaj już nigdzie nie wychodzimy, tylko idziemy odespać podróż, ponieważ każdy z nas był zmęczony. Nasze pokoje znajdowały się na tym samym piętrze. Nasz pokój miał numer 245, a pokój Wiki i Marca 250. Po rozpakowaniu walizek, wzięliśmy razem kąpiel po czym zasnęliśmy wtuleni w swoje ciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz