(Wiktoria)
W ostatnim czasie
tyle się dzieje, że nie jestem w stanie
nad tym wszystkim nadążyć. Znowu pokłóciłam się z Marcem o mojego i Natalii
przyjaciela Kubę. Znamy się od dziecka i kupe lat przyjaźnimy nie mam zamiaru z
tego rezygnować, bo mu się coś nie podoba. Niech lepiej spojrzy na swoje
rozszalałe fanki. Na samą myśl o tamtej kłótni robię się nerwowa. Na szczęście
szybko zdążyliśmy się pogodzić, kiedy dowiedzieliśmy się o wypadku Natalii i
Cristiana. To było coś strasznego. Całe dnie spędzałam w szpitalu przy łóżku
mojej przyjaciółki a Marc przy szpitalnym łóżku Crisa, nawet rezygnował z
treningów żeby tylko spędzić z nim jak najwięcej czasu. Czego się nie robi dla
przyjaciół. Pierwsze dni od wypadku były dla naszych gołąbeczków strasznie
trudne. Cristian ma uraz kręgosłupa szyjnego czyli jest to dla niego spory
problem, ponieważ przez dłuższy czas nie zagra na boisku, zaś Natalia miała
zagrożoną ciążę o której decydowało parę pierwszych dni po wypadku. Lekarze
robili wszystko co w ich mocy, żeby uratować jej dziecko. Na szczęście się im
udało. Nie zniosła bym gdyby stała się im krzywda. Dzisiaj jest dzień w którym
Natalia ma opuścić szpital. Jej narzeczony wyszedł już kilka dni temu więc jadę
razem z nim i Marcem odebrać moją przyjaciółkę.
-Marc! Jesteś już
gotowy? Za pół godziny ma przyjechać po nas Cristian!
-Jeny, wyluzuj. Zaraz
schodzę na dół
Zabiję kiedyś tego
faceta. Jak zwykle będziemy pewnie spóźnieni i Tello będzie musiał na nas
czekać. Słyszę jak schodzi po schodach na dół i coś sobie mruczy pod nosem.
-Gadasz sam do
siebie?
-Nie denerwuj mnie
lepiej
-Haha, bo co mi
zrobisz?
-Niegrzeczna się
robisz. W nocy Cię trochę uspokoję. A teraz chodźmy do ogrodu bo zaraz będzie
Cristian.
(Natalia)
Jestem już spakowana
i siedzę na moim przeklętym szpitalnym łóżku. Przez te wszystkie dni
znienawidziłam to miejsce tak bardzo jak tylko można. Czuję się strasznie
zmęczona choć nie robiłam tu nic innego oprócz leżenia w wcześniej wspomnianym łóżku.
Jestem w drugim miesiącu ciąży a już muszę na siebie bardzo uważać. Na
szczęście mam wspaniałych przyjaciół i ukochanego mężczyznę. Jestem na siebie
zła, że postanowiłam nie mówić nic rodzicom o wypadku i pobycie w szpitalu.
Kiedy dzwonili okłamywałam ich, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Jakoś będę musiała im o tym powiedzieć. Tylko jak? Przecież będą wściekli. Ale
nie chciałam im dokładać zmartwień, bo wiem że mają dużo na głowie. Z rozmyśleń
wyrywa mnie głos dobiegający z szpitalnego korytarza. Słyszę odbijający się od
pustych białych ścian głos mojego przyszłego męża. Zalewa mnie fala ciepła. Jak
dobrze go znowu słyszeć. Po upływie kilku sekund cała trójka jest w Sali szpitalnej.
-Zbieraj się mała,
zabieram Cie do domu
-W końcu, nie
wytrzymała bym tu ani minuty dłużej
-Już nie będziesz
musiała- odezwała się Wiktoria, która mnie do siebie mocno przytuliła
-No jak to nie? A co
będzie rodzić w domu?- zaczął żartować Marc
-Naprawdę mnie
dzisiaj wkurzasz- zagroziła mu Wika
Czuję się o niebo
lepiej kiedy opuszczam mury szpitala. Na dworze jest cudowna pogoda. Aż chce
się żyć. Żegnamy się z przyjaciółmi i wsiadamy do naszego samochodu. Zanim
zdążyliśmy ruszyć w drogę Cristian krótko rozmawiał o czymś z Marcem i
Wiktorią.
-Kochanie, o czym
rozmawialiście?
-Zaprosiłem ich do
nas na jutrzejszy wieczór, posiedzimy, porozmawiamy, napijemy się czegoś, no Ty
oczywiście nie, chyba że chodzi o sok
-Jasne, to świetny
pomysł, stęskniłam się za nimi
Jedziemy znowu tą
samą drogą co w dzień wypadku. Zaczynam panikować.
-Dlaczego znowu tu
jedziemy? Źle mi się kojarzy…
-Wiem słoneczko wiem,
ale to droga do naszego nowego domu, nic nie poradzimy
-Wiem, ale wytłumacz
mi po co tam jedziemy?
-Od dzisiaj tam
mieszkamy
-Słucham? Ale jak?
-Normalnie, przez
Twój pobyt w szpitalu zorganizowałem wszystko z Wiką i Marcem oraz ekipą
przeprowadzkową i już dom jest gotowy na nasze przybycie. Chce mieć Cię i nasze
maleństwo cały czas przy sobie, żeby mieć pewność, że już nic więcej się wam
nie stanie
Jestem szczęśliwa że
możemy już całą trójką zamieszkać w naszym nowym pięknym domu. Przesypiam
prawię całą podróż samochodem. Budzę się kiedy słyszę otwierające się drzwi
samochodu i czuję jak Cristian bierze mnie na ręce i niesie do domu. Przecieram
oczy i widzę przepiękny salon. Teraz już wiem, że dobrze być w domu.