wtorek, 28 kwietnia 2015

Rozdział 15

(Natalia)
Jestem już w szóstym tygodniu ciąży. Mój brzuch jest jeszcze niewielki, ale już go troszkę widać. Jestem szczęśliwa, ponieważ mieszczę się jeszcze w swoje ulubione rzeczy. Każdy mówi, że ciąża mi służy. Może mają racje, wydaję się być pogodniejsza i bardziej spokojna niż mam w zwyczaju. Ale spokojnie, to dopiero szósty tydzień, więc jeszcze dużo przede mną, zdążę pokazać swoje humorki. Już nawet chwilami je miewam przez nadopiekuńczość mojego narzeczonego. Z jednej strony to słodkie, jednak z drugiej zaczyna się robić po czasie irytujące. Cristian chciałby robić za mnie wszystko, tłumaczę mu, że ciąża to nie choroba. Jednak On i tak stawia na swoim. Jestem dzisiaj umówiona z nim na zakupy, ponieważ potrzebuję kilku nowych rzeczy. O 14 ma skończyć trening i po mnie przyjechać. Zegarek w moim pokoju wskazuję godzinę 10:30, więc mam jeszcze troszkę czasu. Od razu po wstaniu z łóżka, udałam się do łazienki aby wziąć gorący prysznic. Zrzuciłam z siebie spodenki od pidżamy i koszulkę klubową mojego ukochanego. Ciepły strumień wody zaczął spływać po moim ciele, namydliłam je żelem kokosowym i dokładnie spłukałam, potem umyłam włosy szamponem wzmacniającym i nałożyłam odżywkę, którą po chwili spłukałam. Po wyjściu z prysznica zrobiło mi się strasznie zimno, więc otuliłam się ciepłym od grzejnika ręcznikiem i zaczęłam się wycierać. Włosy rozczesałam i pozwoliłam im samym wyschnąć. Zarzuciłam na siebie biały przytulny szlafrok i udałam się do garderoby w celu wybrania jakiś ubrań. Po chwili byłam już ubrana. Wróciłam do łazienki umyć zęby, i nałożyć delikatny makijaż. Po wszystkich porannych czynnościach, zeszłam na dół, aby przygotować sobie coś do jedzenia. Wchodząc do kuchni usłyszałam dobiegający głos mamy z salonu
-Dzień dobry Kochanie, już wstałaś?
-Tak, muszę coś zjeść
-Ja Ci coś przygotuję, a Ty sobie posiedź
-Mamo, poradzę sobie
Nie zdążyłam nawet tego wypowiedzieć, a mama była już przy kuchennym blacie.
-Na co masz ochotę? Przepraszam, powinnam raczej zapytać na co macie ochotę.
-Na cokolwiek Mamuś
Siedziałam przy stole czekając na śniadanie i rozmawiałam z mamą, oczywiście zasypywała mnie pytaniami jak się czuję, jak rozwija się dziecko, jak z Crisem, itp. Od tygodnia są razem z tatą w domu, wtedy poinformowałam ich, że spodziewamy się dziecka. Od tamtej pory nie chcą nigdzie wyjeżdżać, żeby móc mieć mnie na oku, czyli następna nadopiekuńczość, tym razem ze strony rodziców. Trochę mnie to irytowało, no ale trudno, chociaż wiem, że ktoś się o mnie martwi. Co do nadopiekuńczości to nie będę tutaj wspominać o Wiktorii, ta kobieta jest dopiero nie do wytrzymania, nie poznaję jej, cieszy się ciążą jak dziecko spodziewające się siostrzyczki albo braciszka. Marc też jej powinien sprezentować dzidzię.Z rozmyśleń wyrwała mnie mama stawiająca przede mną talerz ze śniadaniem i kakao. Mmm, naleśniki z owocami mojej mamy, tego brakuje mi najbardziej podczas ich nieobecności. Po zjedzeniu śniadania, odstanowiłam talerz do zmywarki i poszłam na górę posprzątać w swoim pokoju. Przez ten czas włosy zdążyły mi wyschnąć więc związałam je w luźnego koka. Miałam jeszcze godzinę do przyjazdu Tello, więc włączyłam sobie w internecie mój ulubiony serial i nawet nie wiem kiedy upłynął mi czas. Słyszałam, że Cristian rozmawia na dole z moimi rodzicami, ale wolałam nie wiedzieć o czym, pewnie zasypywali go pytaniami co mamy zamiar dalej zrobić i tak dalej. Szczerze mówiąc nie chciałam myśleć o przyszłości, trochę się jej obawiałam. Ja z dzieckiem, Cristian rozwijający karierę piłkarza, nie wyobrażam sobie tego. No ale jakoś to będzie. Na dole przywitałam się z moim wybrankiem i udaliśmy się do samochodu. Droga do centrum handlowego trwała z jakieś 20 minut, lecz wydawało mi się jakby trwała ona z trzy godziny, strasznie mnie mdliło w aucie Cristiana, nie wiem czy to przez ciążę, czy przez słodki odświeżacz samochodowy czy też przez mocną woń drogich perfum mojego pięknego. Będąc na miejscu, udaliśmy się na poszukiwania wygodnych dresów, trampek, i luźniejszych koszulek dla mnie, wolałam już kupić to teraz, bo nie mam pewności kiedy znowu Cristian będzie miał tyle wolnego czasu żeby się ze mną wybrać na zakupy. Zakupy zajęły nam z jakieś 2,5 godziny. Przez ten cały czas Cris wydawał mi się jakiś dziwny, jakby coś przede mną ukrywał, po powrocie do domu porozmawiam z nim o tym. Przed wyjazdem w drogę powrotną udaliśmy się do restauracji na obiad.
-Na co masz ochotę?-zapytałam
-Na Ciebie
-Cristian! Nie jesteśmy sami!
-No co? Ale to prawda
-Jak będziesz grzeczny to pomyślę w domu nad Twoją zachcianką-śmieje się
-Dobrze, będę grzeczny jak aniołek, a teraz pójdę nam zamówić obiad
-Ale ja jeszcze nie wybrałam
-Zaskoczę Cię
Zaśmiał się Cris i wstał od stolika aby złożyć zamówienie. Po 25 minutach kelner przyniósł do stolika wielką pizzę z naszymi ulubionymi dodatkami.
-Myślałam że sportowiec nie je śmieciowego jedzenia-zaczęłam z niego żartować
-Ale sportowiec ma na nie mega ochotę
-To może Ty jesteś w ciąży a nie ja haha
-Oj mała, grabisz sobie, nie gadaj tyle tylko wsuwaj
Pizza była pyszna, przypomniała mi czasy kiedy jako 16 latki opychałam się nią z Wiktorią a potem narzekałyśmy że jesteśmy grube. Po powrocie do domu, leżeliśmy razem z Cristianem w moim łóżku. Nagle przypomniała mi się sytuacja z restauracji. Miał na mnie ochotę. Zaczęłam go całować, trwało to krótką chwilę i zdjęłam z niego jego białą obcisłą koszulkę, On zrobił to samo. Położył mnie na plecach i zaczął całować po brzuchu. Było mi tak cudownie. Tą przyjemną chwilę przerwał nam dzwonek w telefonie Crisa. Co tym razem, czy on zawsze musi dzwonić w takiej chwili? Tello pośpiesznie odebrał telefon, nic nie mogłam zrozumieć z jego rozmowy. Po odłożeniu telefonu na szafkę, wziął mnie na ręce, postawił na podłodze i włożył na mnie prędzej zdjętą mi koszulkę.
-Musimy gdzieś jechać
-Co?! Ale jak? Tak nagle? Stało się coś?
-Zobaczysz

-Cristian!