środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 17

(Wiktoria)
W ostatnim czasie tyle się dzieje, że nie jestem  w stanie nad tym wszystkim nadążyć. Znowu pokłóciłam się z Marcem o mojego i Natalii przyjaciela Kubę. Znamy się od dziecka i kupe lat przyjaźnimy nie mam zamiaru z tego rezygnować, bo mu się coś nie podoba. Niech lepiej spojrzy na swoje rozszalałe fanki. Na samą myśl o tamtej kłótni robię się nerwowa. Na szczęście szybko zdążyliśmy się pogodzić, kiedy dowiedzieliśmy się o wypadku Natalii i Cristiana. To było coś strasznego. Całe dnie spędzałam w szpitalu przy łóżku mojej przyjaciółki a Marc przy szpitalnym łóżku Crisa, nawet rezygnował z treningów żeby tylko spędzić z nim jak najwięcej czasu. Czego się nie robi dla przyjaciół. Pierwsze dni od wypadku były dla naszych gołąbeczków strasznie trudne. Cristian ma uraz kręgosłupa szyjnego czyli jest to dla niego spory problem, ponieważ przez dłuższy czas nie zagra na boisku, zaś Natalia miała zagrożoną ciążę o której decydowało parę pierwszych dni po wypadku. Lekarze robili wszystko co w ich mocy, żeby uratować jej dziecko. Na szczęście się im udało. Nie zniosła bym gdyby stała się im krzywda. Dzisiaj jest dzień w którym Natalia ma opuścić szpital. Jej narzeczony wyszedł już kilka dni temu więc jadę razem z nim i Marcem odebrać moją przyjaciółkę.
-Marc! Jesteś już gotowy? Za pół godziny ma przyjechać po nas Cristian!
-Jeny, wyluzuj. Zaraz schodzę na dół
Zabiję kiedyś tego faceta. Jak zwykle będziemy pewnie spóźnieni i Tello będzie musiał na nas czekać. Słyszę jak schodzi po schodach na dół i coś sobie mruczy pod nosem.
-Gadasz sam do siebie?
-Nie denerwuj mnie lepiej
-Haha, bo co mi zrobisz?
-Niegrzeczna się robisz. W nocy Cię trochę uspokoję. A teraz chodźmy do ogrodu bo zaraz będzie Cristian.

(Natalia)
Jestem już spakowana i siedzę na moim przeklętym szpitalnym łóżku. Przez te wszystkie dni znienawidziłam to miejsce tak bardzo jak tylko można. Czuję się strasznie zmęczona choć nie robiłam tu nic innego oprócz leżenia w wcześniej wspomnianym łóżku. Jestem w drugim miesiącu ciąży a już muszę na siebie bardzo uważać. Na szczęście mam wspaniałych przyjaciół i ukochanego mężczyznę. Jestem na siebie zła, że postanowiłam nie mówić nic rodzicom o wypadku i pobycie w szpitalu. Kiedy dzwonili okłamywałam ich, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jakoś będę musiała im o tym powiedzieć. Tylko jak? Przecież będą wściekli. Ale nie chciałam im dokładać zmartwień, bo wiem że mają dużo na głowie. Z rozmyśleń wyrywa mnie głos dobiegający z szpitalnego korytarza. Słyszę odbijający się od pustych białych ścian głos mojego przyszłego męża. Zalewa mnie fala ciepła. Jak dobrze go znowu słyszeć. Po upływie kilku sekund cała trójka jest w Sali szpitalnej.
-Zbieraj się mała, zabieram Cie do domu
-W końcu, nie wytrzymała bym tu ani minuty dłużej
-Już nie będziesz musiała- odezwała się Wiktoria, która mnie do siebie mocno przytuliła
-No jak to nie? A co będzie rodzić w domu?- zaczął żartować Marc
-Naprawdę mnie dzisiaj wkurzasz- zagroziła mu Wika
Czuję się o niebo lepiej kiedy opuszczam mury szpitala. Na dworze jest cudowna pogoda. Aż chce się żyć. Żegnamy się z przyjaciółmi i wsiadamy do naszego samochodu. Zanim zdążyliśmy ruszyć w drogę Cristian krótko rozmawiał o czymś z Marcem i Wiktorią.
-Kochanie, o czym rozmawialiście?
-Zaprosiłem ich do nas na jutrzejszy wieczór, posiedzimy, porozmawiamy, napijemy się czegoś, no Ty oczywiście nie, chyba że chodzi o sok
-Jasne, to świetny pomysł, stęskniłam się za nimi
Jedziemy znowu tą samą drogą co w dzień wypadku. Zaczynam panikować.
-Dlaczego znowu tu jedziemy? Źle mi się kojarzy…
-Wiem słoneczko wiem, ale to droga do naszego nowego domu, nic nie poradzimy
-Wiem, ale wytłumacz mi po co tam jedziemy?
-Od dzisiaj tam mieszkamy
-Słucham? Ale jak?
-Normalnie, przez Twój pobyt w szpitalu zorganizowałem wszystko z Wiką i Marcem oraz ekipą przeprowadzkową i już dom jest gotowy na nasze przybycie. Chce mieć Cię i nasze maleństwo cały czas przy sobie, żeby mieć pewność, że już nic więcej się wam nie stanie

Jestem szczęśliwa że możemy już całą trójką zamieszkać w naszym nowym pięknym domu. Przesypiam prawię całą podróż samochodem. Budzę się kiedy słyszę otwierające się drzwi samochodu i czuję jak Cristian bierze mnie na ręce i niesie do domu. Przecieram oczy i widzę przepiękny salon. Teraz już wiem, że dobrze być w domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz